expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

Ostatnio dodane przepisy

Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 19 maja 2014

Schab zapiekany pod szpinakiem i jabłkami z serem




































Uh! Jedna ze smaczniejszych potraw ostatnich dni.
Dochodzę do wniosku, że dania wymyślane na pograniczu jednej/dwóch sekund wychodzą mi najlepiej.
Nigdy więcej dumania nad składnikami. ;)


  • 4 plastry wieprzowego schabu bez kości (grubości ok.1,5cm)
  • 350g mrożonego szpinaku rozdrobnionego
  • 2 duże, twarde i kwaśne (ważne!) jabłka
  • 50g żółtego sera
  • 3 średniej wielkości ząbki czosnku
  • pół małego kubeczka jogurtu bałkańskiego lub kwaśnej śmietany 18%
  • kawałek twardego masła lub margaryny
  • świeżo mielony pieprz czarny i sól morska


Plastry schabu rozbijamy tłuczkiem do mięsa, uważając by nie były one zbyt cienkie.
Posypujemy je z obydwu stron równomiernie solą oraz świeżo mielonym pieprzem.
Mięso warto odłożyć w chłodne miejsce przynajmniej na godzinę.

Naczynie do zapiekania (polecam ceramiczne) smarujemy masłem lub margaryną.
Na dnie wykładamy rozbite i przyprawione kotlety.
Następne kładziemy na nich porwane plasterki żółtego sera tak, by pokryły dokładnie mięso.
Można również oczywiście ser zetrzeć na tarce o dużych oczkach i postąpić w ten sam sposób, jednak szpinak lepiej rozprowadzi się na plasterkach.

Szpinak rozmrażamy w rondelku (na niedużym ogniu) i czekamy, aż odparuje spora część wody.
Czosnek obieramy i ścieramy na małej tarce lub przeciskamy przez praskę, a następnie wrzucamy do szpinaku. Całość doprawiamy solą oraz pieprzem i dobrze mieszamy.
Szpinak rozprowadzamy dość równomiernie na ułożonym wcześniej serze.
Kolejną warstwą są starte jabłka. Obieramy je ze skórki i ścieramy na tarce warzywnej.
Gdy już rozłożymy je w naczyniu, wygładzamy powierzchnię potrawy za pomocą jogurtu naturalnego lub śmietany.
Wierzch posypujemy startym żółtym serem i wstawiamy naczynie do nagrzanego do 180 stopni piekarnika.
Zapiekamy przez około 45 minut na środkowym poziomie.

Nam danie smakowało najlepiej z frytkami i pomidorami bez dodatków.
Choć może dla niektórych brzmieć ekscentrycznie, smakuje naprawdę świetnie.
O ile oczywiście lubi się szpinak i niecodziennie połączenia. ;)







Czas na szpinak 4!

środa, 14 maja 2014

Roladki z bakłażana z mozarellą i pomidorami zapiekana w passacie





 Smakowite i naprawdę szybkie w przygotowaniu roladki z niedocenianego bakłażana.
Mnie i mojemu mężowi smakowały wybornie, a mnie głównie z tego powodu, że zapiekane w sosie pomidorowym bakłażany nie są suche i gąbczaste, a fantastycznie aromatyczne. Polecam!



  • 1 duży bakłażan
  • 4-5 ząbków czosnku
  • 1 kartonik passaty pomidorowej (500ml)
  • 1 kulka mozarelli
  • 1 duży pomidor
  • suszone zioła (tymianek, bazylia)
  • świeżo mielona sól morska
  • przyprawa uniwersalna /kostka rosołowa
  • pieprz czarny, świeżo mielony



Bakłażana po umyciu kroimy wzdłuż na cienkie plastry (jak na zdjęciu, około pół centymetrowe).
Każdy plaster oprószamy solą morską z obydwu stron i układamy je na ręczniku papierowym lub ściereczce, po czym pozostawiamy na pół godziny, by puściły sok.
W tym czasie obieramy czosnek i przeciskamy przez praskę oraz przygotowujemy sos.
Jest on bardzo prosty, ponieważ taki najlepiej pasuje.
Passatę przelewamy do rondelka i doprowadzamy do wrzenia.
Przyprawiamy ją lekko przyprawą uniwersalną/kostką rosołową oraz pieprzem.
Jeśli odparowało zbyt dużo wody, można odrobinę dolać, po czym zagotować ponownie.

Sos wylewamy do formy, w której będziemy zapiekać warzywa.

Po upływie pół godziny, na plastry bakłażana nakładamy dość sporą ilość zmiażdżonego czosnku, po czym posypujemy go równomiernie ziołami.
Na to układamy, w ilości według uznania, mozarellę oraz pomidora.
Plastry bakłażana z zawartością zawijamy szczelnie w rulonik i wkładamy do sosu.
Tak postępujemy z każdym kolejnym plasterkiem.

Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni i wkładamy do niego formę z roladkami.
Zapiekamy około 45 minut i delektujemy się smakiem. :)
Ja podaję je z frytkami, ale równie świetnie będą smakowały solo.




środa, 7 maja 2014

Nalewka z mleczy, cytryny i miodu


Jeszcze nie wiem, jak będzie smakowała po przegryzieniu się, bo robię ją po raz pierwszy.
Spróbowałam jednak "surowizny" zaraz po zalaniu syropem z wody i miodu i... nie mogę się doczekać, kiedy już odstoi swoje!
Bardzo ciekawy pomysł na nalewkę, wygrzebany niedawno z internetu, zmodyfikowany lekko przeze mnie, ponieważ ten znaleziony był strasznie zawiły, niezrozumiały, wkurzający i niesłodki. ;)



  • 1 litr (dość ciasno napakowany) kwiatów mleczy (mniszka lekarskiego)
  • 1 duża cytryna
  • 400 ml spirytusu 
  • 600ml wody
  • ok. 250-300g miodu lipowego


Łebki mleczy najlepiej zbierać za dnia, a jeszcze lepiej rankiem, ponieważ wtedy są otwarte i dadzą lepszy aromat.
Warto je lekko przepłukać, jeśli nie mamy pewności co do miejsca, w którym były zbierane.
Wrzucamy je do wysokiego słoika i zalewamy spirytusem.
Z wody i miodu sporządzamy syrop, który pozostawiamy następnie do całkowitego wystudzenia.
Gdy będzie już przynajmniej w temperaturze pokojowej, dolewamy go do kwiatów i spirytusu.
Cytrynę parzymy we wrzątku przez kilka minut lub szorujemy szczoteczką pod bieżącą wodą.
Następnie kroimy ją w grubsze plastry i wrzucamy do słoika.
Lekko potrząsamy naczyniem, by składniki się przemieszały.
Tak przygotowana nalewka, powinna stać dwa tygodnie w temperaturze pokojowej.
W tym czasie należy raz dziennie potrząsać słojem
Po upływie dwóch tygodni należy ją przecedzić i przefiltrować, po czym pozwolić jej odstać ponownie, tym razem w chłodzie, najlepiej przynajmniej miesiąc.
Jestem strasznie ciekawa. ;)

EDIT: Ktoś zwrócił mi słusznie uwagę, że zielone końcówki łebków kwiatów mogą powodować, że nalewka będzie gorzka.
Rzeczywiście, po kilka dniach mój mleczowy nastaw jest lekko gorzkawy.
Polecam więc, sobie i Wam, na przyszłość pozbyć się ich nożyczkami choć odrobinę. ;)



Piknik majowy

wtorek, 6 maja 2014

Szczawiowa zupa nic (prostszego), czyli fastfood na upały































Pokutuje pogląd, że szczawiowa powinna być zabielana.
Ja zup nie zabielam z zasady, więc i ta pozostała zielona. ;)
Od lat robię ją w tej samej postaci i cały czas, tak samo świetnie nam smakuje.
Właśnie taka jest idealna na letnie upały, kiedy nie chce się jeść zapychających, ciężkich dań.
A szczawiu ci przecież u nas dostatek.
Jednak może niekoniecznie polecałabym jedzenie tej zupy w ilościach przemysłowych... kwaśno się robi, aż zęby bolą i ponoć ma negatywny wpływ na zdrowie.
Za to od czasu do czasu - pyszna sprawa.


  • 2 litry bulionu warzywnego 
  • 0,7 litra szczawiu (nieupchane liście w słoiku)
  • ugotowane na twardo jajka
  • kilka ziemniaków
  • sól, pieprz do smaku


Szczaw dokładnie przepłukujemy na sicie, po  czym odstawiamy, by woda nieco odciekła.
Bulion warzywny doprowadzamy do wrzenia.
Liście szczawiu siekamy dość grubo, po czym wrzucamy do bulionu.
Gotujemy je do momentu, aż zmienią kolor, po czym zupę doprawiamy według uznania.
Obrane ziemniaki kroimy w kostkę i gotujemy oddzielnie (prze kwas szczawiowy mogą się nie dogotować).

Zupę podajemy w głębokich talerzach z gotowanymi jajkami oraz porcją ziemniaków.
Dla łasuchów polecam dodatkowo garść skwarek. ;)
.