expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

Ostatnio dodane przepisy

Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makowe. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 grudnia 2013

Kutia z miodem pitnym




























A propos maku i kutii - http://bialaglowka.blogspot.com/2013/12/swiateczne-ciekawostki-kulinarne-mak.html


  • 1 szklanka niebieskiego maku
  • 1 szklanka ziaren pszenicy lub pęczaku
  • 1 szklanka wymieszanych w ulubionych proporcjach orzechów włoskich i laskowych
  • 1 szklanka miodu pitnego (trójniaka)
  • 4 łyżki miodu pszczelego
  • 3/4 szklanki cukru pudru
  • garstka rodzynek sułtanek
  • garstka suszonych moreli


Dzień przed przygotowywaniem przysmaku, pszenicę oraz mak zalewamy wodą, a rodzynki miodem pitnym i pozostawiamy na noc do namoczenia.

Następnego dnia, pszenicę osączamy, wrzucamy do garnka i zalewamy świeżą wodą.
Gotujemy do miękkości, w trakcie gotowania zmieniając wodę kilkukrotnie.
Mak osączamy i dwukrotnie mielimy przez gęste sitko, za drugim razem na przemian z cukrem pudrem.

Ugotowaną pszenicę i mak łączymy ze sobą.
Dorzucamy namoczone rodzynki oraz posiekane orzechy i pokrojone w paseczki morele.
Dodajemy miód pszczeli i pitny, w którym moczyły się rodzynki i wszystko razem dobrze mieszamy.
Przekładamy całość do miski i dekorujemy według uznania.

:)

wtorek, 17 grudnia 2013

Świąteczne ciekawostki kulinarne - mak

Zastanawialiście się kiedyś, skąd wzięły się pewne tradycje w naszej kuchni?
Dlaczego w Wigilię na każdym polskim stole nie może zabraknąć niektórych potraw?
To, że że po prostu muszą się na nim znaleźć, jest dla nas obecnie tak oczywiste, że nie zastanawiamy się nad ich znaczeniem, w przedświątecznym pośpiechu nie mamy zresztą na to czasu.
Gdyby jednak ktoś znalazł chwilę, postaram się przybliżyć co i dlaczego. ;)
                                                                                                                                   /zdj. internet/
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mak to roślina, która w polskiej tradycji jest od lat ceniona i ważna.
Prawdopodobnie w każdym polskim domu, w dzień Wigilii Bożego Narodzenia, na stole znajduje się przynajmniej jedna potrawa lub ciasto z makiem.


Dzieje się tak, ponieważ jest on symbolem dobra i pomyślności, jak również płodności i urodzaju.

Znana chyba wszystkim kutia, to deser, który łączy mak między innymi miodem, co daje nam szczęście i powodzenie życiowe.


Niegdyś wierzono, że w Wigilię (dzień Szczodrych Godów) dusze przodków wracają do swych domów, by biesiadować z domownikami i najeść się na cały rok.
To właśnie kutia jest przysmakiem naszych dziadów, ze względu na słodycz i sytość, tak więc nie powinno jej nigdy zabraknąć.

Do tej pory, w niektórych rejonach Polski oraz w obrządku rodzimowierczym, zachował się zwyczaj wróżenia z niej tego, jaki będzie nadchodzący rok.
W tym celu nakłada się kutię na dużą łyżkę i z całym impetem jej zawartość wyrzuca pod sufit.
Jeśli doleciała do sufitu i przykleiła się choć na kilka chwil, świadczyć to ma o ogromnej pomyślności.



http://bialaglowka.blogspot.com/2013/12/szesc-makowcow-babci-anielki.html ;)

niedziela, 8 grudnia 2013

Sześć makowców Babci Anielki


































Najlepsze, mięciutkie i słodkie - świąteczne makowce.
Nigdy nie jadłam lepszych i choć co roku udaję, że nie lubię tego ciasta, sama zjadam przynajmniej połowę rulonika.
Choć babcia robi je bez rodzynek, ja pokusiłam się (na prośbę męża) o dodanie ich do farszu.
Tak więc bożonarodzeniowy makowiec, na bogatości (bo chyba odrobinę przesadziłam z ilością farszu, ale co tam).
Właściwie sześć makowców.
<3

Przepis na 6 sporych makowców.

Ciasto:
  • 1kg mąki pszennej wrocławskiej
  • 250g masła
  • 5 jajek (L)
  • 200g cukru
  • 800ml kwaśnej śmietany 18%
  • 70g świeżych drożdży
  • łyżeczka soli
  • ew. kilka łyżek mleka
  • +1 jajko do smarowania


Farsz:
  • 700 - 800g niebieskiego maku
  • 300g cukru
  • olejek lub cukier migdałowy
  • 150g masła
  • 2 łyżki miodu
  • 1 całe jajko
  • 3 białka
  • ew. rodzynki, orzechy, według upodobania


            1.  (na dzień przed pieczeniem)

Mak zalewamy wodą tak, by został przykryty z nadwyżką i pozostawiamy na noc do namoczenia.

Kwaśną śmietanę (jeśli świeżo wyjęta z lodówki) podgrzewamy lekko w kąpieli wodnej do temperatury pokojowej.
Drożdże ucieramy z łyżką cukru, po czym łączymy ze śmietaną i odstawiamy na ok. pół godziny.
Masło rozpuszczamy w rondelku i pozostawiamy do ostygnięcia.
W tym czasie jajka ucieramy z resztą cukru.
W trakcie ucierania dodajemy na przemian przesianą mąkę oraz ostudzone masło i sól.
Następnie masę tę dobrze łączymy ze śmietanowo-drożdżowym zaczynem.
Całość dobrze zagniatamy, aż przestanie kleić się do rąk.
Jeśli jest zbyt twarde, posiłkujemy się dodaniem kilku łyżek letniego mleka.
Porządnie wyrobione ciasto przekładamy do glinianej miski i przykrywamy ją dość szczelnie folią spożywczą.
Naczynie z ciastem odstawiamy na noc do lodówki.

          2. (następnego dnia)

Mak przekładamy na czystą, lnianą ściereczkę i dobrze odciskamy.
Do maszynki do mielenia zakładamy drobne sitko ("do maku") i przepuszczamy przez nie mak przynajmniej dwa razy.
Ponieważ w swej magicznej kuchni takowego sitka nie posiadam ( i ręczną maszynkę, która ma ze 40 lat ;)), przemieliłam wszystko przez nieco grubsze, ale razy pięć... też działa. ;)
Przy ostatniej turze mielenia, do maszynki na przemian wkładamy mak i po trosze cukru, aż do jego wyczerpania.
Przekładamy wszystko do wysokiej miski i dodajemy jajko oraz miód i ewentualne bakalie (rodzynki należy namoczyć przynajmniej godzinę, u mnie były moczone w czerwonym, wytrawnym winie) oraz odrobinę olejku migdałowego lub łyżeczkę takowego cukru.
Białka ubijamy na sztywno i również łączymy z masą makową.
Na koniec dodajemy roztopione, wystudzone masło i wszystko razem bardzo dokładnie mieszamy.

Ciasto, które odpoczywało w nocy w lodówce, wyjmujemy na blat i dzielimy na 6 równych (lub chociaż w miarę równych ;)) części.
Każdą z nich wałkujemy na stolnicy w prostokąt o grubości około 5 milimetrów.
Smarujemy go wewnątrz roztrzepanym jajkiem i równomiernie, acz nie nazbyt grubo, nakładamy farsz.
Z każdej strony powinno pozostać po przynajmniej centymetrze czystego ciasta, bez farszu.
Wygładzamy makową powierzchnię i zawijamy ciasto w ciasny rulonik.
(można, ale nie trzeba zawinąć kawałek ciasta do wewnątrz, by końcówki były ślicznymi "piętkami").
Zawinięte ciasto układamy na papierze do pieczenia.
Jeśli ktoś lubi, by się świeciło, można posmarować wierzchy żółtkiem rozmąconym z łyżką mleka.
Ja jednak, jeśli planuję polać je lukrem, tego nie robię.
Zawijamy cały rulonik luźno w papier tak, by miało miejsce na rośnięcie i nie zawijamy końcówek pod spód (zdjęcie może wprowadzać w błąd, zrobiłam to odruchowo :/)
Odstawiamy ciasto na około pół godziny do ponownego podrośnięcia.
W tym czasie rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni.

Makowce układamy w nieznacznych, ale jednak odległościach od siebie i pieczemy około 45- 50 minut.
Studzimy na kratce i dzielimy się przysmakami z rodziną. :)




Wigilia 2013

.