expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

Ostatnio dodane przepisy

Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdżowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drożdżowe. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 marca 2015

Kołacz



  • 1kg mąki pszennej 650
  • 1 szklanka cukru
  • 60g drożdży świeżych
  • 0,5l mleka
  • 4 żółtka
  • 200g masła
  • starta skórka z 1 cytryny
  • dwie szczypty soli
  • 1 całe jajko do posmarowania wierzchu ciasta

Dla wrażliwych przypominam, że swastyka oryginalnie w wielu kulturach była i dalej jest solarnym symbolem szczęścia, a autorka bloga nie sympatyzuje z ideologią nazistowską. Ciasto to przygotowane było na obrzęd Szczodrych Godów (celebracji zimowego przesilenia-> zdjęcie pierwsze) oraz wiosennej równonocy, czyli Jarych Godów (zdjęcie ostatnie) dla Rodzimowierczego Stowarzyszenia "Kołomir". 

Przygotować rozczyn - drożdże wkruszyć do miski, zasypać dwiema łyżkami cukru i rozetrzeć.
Dodać pół szklanki letniego mleka, posypać łyżką mąki.
Odstawić do wyrośnięcia w ciepłym miejscu.

Mąkę przesiać do miski.
Masło utrzeć z cukrem i żółtkami do białości, po czym dodać pozostałe składniki i przyprawy,wymieszać i połączyć z mąką. Dodać wyrośnięty rozczyn drożdżowy.
Na początku ciasto można mieszać drewnianą łyżką, a gdy będzie miało nieco bardziej zwartą konsystencję, zacząć wyrabiać rękoma.
Ciasto należy wyrabiać dość długo, aż zacznie dobrze odstawać od ręki i blatu.
Po przekrojeniu powinno mieć dużo pęcherzyków powietrza i być jednolite.
Gotowe ciasto odstawić w misce przykrytej ścierką w ciepłe miejsce, aż podwoi objętość (około 1,5 godziny).
Po tym czasie wyrobić dobrze ciasto ponownie i podzielić na trzy części - największą na ciasto właściwie, mniejszą, ale wciąż dość dużą na warkocz i ostatnią najmniejszą (jak garstka) na ozoby.
Z dużej części uformować równą kulę i odłożyć na stolnicę wysypaną mąką. Drugą podzielić jeszcze na połowę i każdą z nich równomiernie rozwałkować.
Rozwałkowane placki zwinąć w 2 równe rulony.
Zwinąć je w "sznurek" i rozciągnąć tak, by pasował do objętości utworzonej wcześniej kuli.
Kulę opleść sznurkiem i odstawić do ponownego wyrośnięcia na około 2 godziny w ciepłym miejscu.
Ciasto ponownie powinno podwoić objętość. Należy dać mu czas, by jak najlepiej urosło, miejsce w którym będzie wyrastało nie może być zbyt gorące (na kaloryferze odpada, może być za to w jego pobliżu), ponieważ masa urośnie zbyt szybko i opadnie.
Gdy rośnie, z ostatniej części ciasta przygotować ozdoby.
Rozwałkować ciasto, wyciąć to, co sobie życzymy i pozostawić na blacie podsypanym mąką.
Gdy właściwe ciasto będzie już dobrze wyrośnięte, smarujemy jego wierzch rozmąconym jajkiem z łyżką mleka i nagrzewamy piekarnik do 180 stopni.
Wstawiamy je na dolny poziom i pieczemy około 20 minut, jeśli piekarnik posiada termoobieg, czas ten się skróci, należy jednak uważać, by wierzch nie spiekł się zbyt mocno.
Powinien być ciemnobrązowy.
Gdy tak się zrumieni, ciasto wyjąć z piekarnika i jeszcze raz posmarować jajkiem w miejscach, gdzie chcemy przykleić ozdoby.
Na ten "klej" nałożyć przygotowane ozdoby, które również należy posmarować jajkiem.
Ciasto przykryć folią aluminiową, by dodatki zachowały kolor i dopiekać jeszcze około 20 minut w temperaturze 150 stopni.





wtorek, 4 marca 2014

Pełnozirniste calzone z pieczarkami i papryką



























na 4 pierożki calzone:

ciasto:
  • 200g mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 225g mąki pszennej poznańskiej
  • 1 płaska łyżeczka soli morskiej
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 300ml mleka wymieszanego z ciepłą wodą (pół na pół)
  • 20g świeżych drożdży
  • 1 łyżeczka cukru 


farsz:
  • passata pomidorowa
  • zioła włoskie
  • 1 ząbek czosnku
  • ok. 200g świeżych pieczarek
  • 1 czerwona papryka
  • ok. 80g żółtego sera 
  • 1 spora czerwona cebula 
  • masło klarowane


Do miski przesiewamy mąkę pszenną poznańską. Dodajemy do niej mąkę pełnoziarnistą, której przesiewać nie trzeba.
Do drugiej miseczki wkruszamy drożdże. Zasypujemy je cukrem i wlewamy do nich pół szklanki letniego mleka z wodą. Wszystko razem dobrze mieszamy, aż drożdże się rozpuszczą.
Dodajemy łyżkę mąki i pozostawiamy zaczyn do wyrośnięcia.
Gdy drożdże będą gotowe do pracy, przygotowujemy ciasto na calzone.
Do mąk w misce dolewamy zaczyn oraz oliwę z oliwek, pozostałe letnie mleko z wodą oraz sól.
Składniki dobrze ze sobą łączymy, po czym zagniatamy na stolnicy.
Mąka pełnoziarnista powinna być dobrze wyrobiona, powinniśmy więc ugniatać ciasto dłuższy czas, najlepiej około dziesięciu minut.
Nie może być ono zbyt twarde, jeśli więc ciężko się wyrabia, warto dodać więcej mleka lub wody.
Gdy będzie już dobrze wyrobione, gładkie i jednolite, natłuszczonymi dłońmi formujemy je w kulę i odstawiamy w misce do podwojenia objętości.

W tym czasie przygotowujemy farsz.
Szklankę passaty pomidorowej mieszamy z dwiema łyżeczkami włoskich ziół.
Dodajemy do nich przeciśnięty przez praskę czosnek.
Pieczarki kroimy na połowy, po czym na ćwiartki.
Podsmażamy je lekko na maśle z każdej strony.
Paprykę kroimy w cienkie, krótkie paski lub kostkę.
Ser ścieramy na tarce o dużych oczkach.
Cebulę kroimy w cienkie piórka.

Gdy ciasto wyrośnie, dzielimy je na 4 w miarę równe części.
Każdą z nich rozwałkowujemy na dość cienki placek (ok. 3mm grubości), który smarujemy sosem z pomidorowej passaty, pozostawiając przynajmniej  1 cm wolnego miejsca na cieście (do sklejenia).
Na połowie ciasta wysypujemy składniki farszu (niezbyt grubo).
Najpierw cebulę, następnie podsmażone pieczarki, paprykę oraz ser.
Częścią ciasta bez farszu przykrywamy tę z farszem i zaklejamy jak najpiękniej umiemy w formę pierożka.
To samo robimy z pozostałymi plackami.
Każdego pierożka smarujemy lekko mlekiem i posypujemy ziołami.

Pozostawienie do ponownego wyrastania nie jest potrzebne, więc gotowe calzone wkładamy prosto do ciepłego piekarnika.
Jeśli pieczemy na kamieniu, należy zacząć go nagrzewać już podczas wyrastania drożdżowego ciasta, a następnie piec na nim calzone około 10 minut.
Jeśli zaś pieczemy je w formie standardowej, należy pierożki ułożyć na papierze do pieczenia i piec w temperaturze 200 stopni około 20 minut, aż będą rumiane.




piątek, 21 lutego 2014

Pizza z kabanosem z kamienia granitowego - test, porównanie z szamotem, rezenzja

























Na kamieniu piekę już od kilku miesięcy i nie wyobrażam sobie pizzy, czy chleba pieczonego inaczej.
Wiele można mówić - że piekarniki w nowej technologii pieką już bardzo dobrze, że wystarczy odpowiednia temperatura etc.
Ja się zupełnie nie zgadzam. Prawdopodobnie dlatego, że mój piekarnik ma dobrze ponad 15 lat i wcale dobrze nie piecze.
Po drugie, piekłam w różnych urządzeniach tak pizzę, jak i pieczywo i kamień przy nowoczesnym sprzęcie wciąż wygrywa.
Do tej pory używałam tego szamotowego.
Od początku kilkakrotnie uczulano mnie, że kamienie z tego materiału szybko pękają i kiepsko je doczyścić, przy okazji uświadamiając, że granit jest pod wieloma względami o wiele lepszy.
Swój szamot wybrałam ze sklepu Duka za nagrodę w konkursie Tymbark.
Innych produktów tego typu po prostu w tym sklepie nie było, więc nie miałam wyboru, a zależało mi wtedy na kamieniu jakimkolwiek.
Jak to się mówi - darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, więc nie marudziłam. ;)
Niestety, szczerze powiedziawszy część obaw sprawdziła się od razu.
Kamień szamotowy po dwóch użyciach wyglądał już, jakby używany był dobrych kilka lat.
Myć na mokro go nie można...,co jest zrozumiałe, ponieważ kamień ma pochłaniać wodę z ciasta i mogłoby to zepsuć jego działanie.
Pozostaje zeskrobywanie resztek, co nie zawsze do końca się udaje.

Kilka dni temu firma Bakero, zaproponowała mi test granitu.
Nie namyślając się zupełnie, oczywiście się zgodziłam, przede wszystkim z ciekawości.
Efekt widać na zdjęciu, choć fani przypieczonego ciasta mogą się burzyć. ;)
Przejdę więc do właściwej części recenzji mojej nowej kuchennej skały.


  • tak szamotu, jak granitu nie można myć detergentami i wodą, by nie zepsuć jego działania.

Dużo łatwiej pozbyć się resztek po pieczeniu z tego drugiego, nawet jeśli wycieknie na niego ser.
Skrobiąc jego powierzchnię trudniej go uszkodzić.


  •  granit o wiele dłużej utrzymuje ciepło (nawet po 2h od pieczenia wciąż był bardzo ciepły), pieczenie więc na nim kilku pizz pod rząd nie wymaga dogrzewania kamienia, jak musiałam robić to w przypadku szamotu



  •  wielkim plusem jest jego prostokątny kształt; pozwala na pieczenie dużych ciast lub kilku mniejszych, tak okrągłych, jak kanciastych. Mój kamień szamotowy jest okrągły i nieduży (33cm średnicy), przez co manewry, np.  pizzowe są o wiele bardziej ograniczone



  • w odróżnieniu od szamotu, granit jest bardzo ciężki

Jednak w tym wypadku na mój gust, ciężar kamienia świadczy o jego stabilności oraz wytrzymałości.
Szamot w przeciwieństwie do granitu dużo łatwiej naruszyć, czy w ogóle zbić.
Minus jednak oczywiście jest - dużo trudniej wyjąć go z piekarnika i może wyginać kratkę (wtedy należy używać go na dnie pieca).


  • granit jest polerowany, co na początku dawało wrażenie, że gorzej wchłania wilgoć

Najpierw upiekłam pizzę na stronie polerowanej, po czym na szorstkiej tego samego kamienia.
Nie było żadnej różnicy, a kamień wodę wchłania identycznie i w takim samym czasie, jak szamot


  • producent, firma Bakero sugeruje nagrzewanie granitu przynajmniej 20 minut (instrukcja tutaj: allegro).
Uważam, że to stanowczo za mało, więc nagrzewałam go tyle, co szamot (godzinę) i potrzebował tyle samo czasu, co wcześniej na upieczenie pizzy do mojej ulubionej chrupkości (7 minut)


  • ceny obydwu produktów są porównywalne, tutaj nie mam faworyta



  • na plus granitu wypada również element estetyczny
Jeśli komuś znudzi się wreszcie pieczenie na nim (w co wątpię ;) ), z powodzeniem może służyć za podstawkę lub "deskę" do krojenia, bo po prostu ładnie wygląda.

Podsumowując - Nie używałam prostokątnego kamienia szamotowego i granit w tym kształcie mógł wygrać przez względy praktyczne.
Przy użytkowaniu sprawia on jednak dużo mniej kłopotów, nawet pomimo swojej wagi, więc nie odczuwam wyrzutów sumienia. :)
Jeśli miałabym polecić, który wybrać... musiałabym się mocno zastanowić.
To chyba kwestia indywidualna, ponieważ większej różnicy w jakości pieczenia nie dało się zauważyć.
Jeśli komuś nie przeszkadzają dodatkowe kilogramy do dźwigania, na pewno granit wypada lepiej na płaszczyźnie higienicznej.

Granitowe kamienie firmy Bakero są bardzo ładnie wycięte i wypolerowane na rogach.
Dostępne są w kilku kolorach na stronie sprzedawcy: http://allegro.pl/listing/user/listing.php?us_id=2753216


PRZEPIS NA PIZZĘ ZE ZDJĘCIA
(2 małe)

ciasto:

  • 200g mąki pszennej t. 400
  • 15g świeżych drożdży
  • 1 łyżeczka glukozy 
  • ok. 80ml letniego mleka wymieszanego z wodą pół na pół
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • na czubku łyżeczki soli morskiej


sos:

  • puszka pomidorów w zalewie
  • przyprawy kuchni włoskiej
  • 1 łyżka koncentratu pomidorowego
  • 1 ząbek czosnku
  • pół łyżeczki soli morskiej
  • świeżo mielony pieprz czarny


dodatki:

  • 4 małe kabanosy tarczyński
  • czerwona papryka
  • cebula
  • żółty ser/ wiórki mozzarelli
  • pomidor



Mąkę przesiewamy do miski.
Drożdże rozcieramy z glukozą i wlewamy do mąki.
Dodajemy oliwę i mieszamy.
Powoli dolewamy letnie mleko, dodajemy sól i zagniatamy do momentu, aż ciasto będzie dość luźne, ale sprężyste.
Wyrobione ciasto odkładamy do miski wysypanej mąką, przykrywamy ją ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do podwojenia objętości (ok. godzina).
W tym czasie do zimnego piekarnika wstawiamy kamień i ustawiamy najwyższą możliwą temperaturę.
Nagrzewamy kamień przez cały czas, gdy ciasto rośnie.

Również w tym czasie pomidory z puszki przekładamy do miski i miksujemy na gładko.
Dodajemy 3 łyżeczki włoskich ziół, sól oraz pieprz i zmiażdżony czosnek.
Wszystko dobrze razem mieszamy.

Kabanosy kroimy w małe cząstki.
Ser ścieramy na tarce, cebulę kroimy w krążki.
Paprykę kroimy w małą kostkę, pomidora w cienkie plastry.

Gdy ciasto wyrośnie dzielimy je na połowę.
Rozciągamy dobrze w rękach i jeśli potrzeba, używając wałka tworzymy cienkie, a miarę okrągłe placki.

Na desce do krojenia lub specjalnej łopatce wysypujemy sporą ilość mąki.
Na nią kładziemy pojedynczo placki pizzy.
Każdy smarujemy sosem pomidorowym, następnie układamy starty ser w ulubionej ilości.
W następnej kolejności dodajemy cebulę, paprykę, kabanosy oraz pomidora.

Gotową pizzę, posuwistym ruchem "zrzucamy" z deski na gorący kamień.
Pieczemy do uzyskania odpowiedniej chrupkości.
Ciasto powinno swobodnie odchodzić od kamienia.
Za pomocą łopatki zdejmujemy pizzę i podajemy gorącą na talerzu. <3

piątek, 14 lutego 2014

Włoska ciabatta z ziołami z kamienia

Pyszne, mięciutkie, ale chrupiące bułeczki z ziołami.
Przepis pochodzi ze strony kwestiasmaku.com, jednak dostosowałam go do swoich możliwości i właściwości kuchni.
Zasugerowałam się tylko formą tego pieczywa na podanej stronie, a dopiero potem doczytałam, że powinna mieć jednak postać normalnego bochenka chleba.
Poza wszystkim, smakują wspaniale. :)

  •  180 g ciepłej wody
  • 25g świeżych drożdży
  •  250 g mąki pszennej
  • 3/4 łyżeczki soli morskiej
  • 3/4 łyżeczki cukru
  • 2 i 1/2 łyżki oliwy z oliwek
  • 1 łyżeczka włoskich ziół

Drożdże rozcieramy z cukrem.
Letnią wodę przelewamy do miski i dolewamy do niej drożdże.
Mieszamy, aż się rozpuszczą.
Mąkę przesiewamy do miski i łączymy z wodą i drożdżami.
Dodajemy sól, oliwę z oliwek oraz zioła.
Wszystkie składniki mieszamy za pomocą drewnianej łyżki, następnie ciasto dobrze wyrabiamy za pomocą (specjalnych świderków do ciasta drożdżowego) miksera.
Na początku przez 2 minuty na niskich obrotach, a następnie przez około 10 minut na średnich.
Ręce smarujemy oliwą i wyjmujemy ciasto z miski i formujemy z niego kulę.
Miskę również smarujemy oliwą i wkładamy do niego ciasto.
Przykrywamy folią spożywczą i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 2 godziny.
Po tym czasie wyjmujemy ciasto z miski i formujemy bułeczki.
Odkładamy je na posmarowany oliwą blat, posypujemy lekko mąką i czekamy do ponownego wyrośnięcia (ok. godziny).
W tym czasie rozgrzewamy kamień.
Gdy bułeczki wyrosną za pomocą szpatułki zdejmujemy je z blatu i kładziemy na rozgrzany kamień.
Pieczemy o uzyskania rumianej skórki.

Są prze-py-szne!
Idealne do śniadania.


wtorek, 11 lutego 2014

Drożdżowa strucla z wiśniami

























  • 600 g mąki pszennej
  • 30 g świeżych drożdży
  • 100 ml letniego mleka
  • 90 g margaryny lub masła
  • 50 g cukru
  • 2 łyżeczki cukru pudru
  • 2 jajka
  • 300 g dżemu wiśniowego
  • 1 szczypta soli

Mąkę przesiewamy do miski ze szczyptą soli.
Margarynę lub masło roztapiamy i studzimy.
Jajka roztrzepujemy widelcem.
Drożdże rozcieramy z łyżką cukru po czym wlewamy je do mąki.
Dodajemy do niej także roztrzepane jajka oraz wystudzoną margarynę, jak również cukier oraz cukier waniliowy.
Wszystkie składniki dobrze razem mieszamy, w trakcie dodając letnie mleko.
Ciasto nie powinno być zbyt ścisłe, jeśli więc widzimy, że jest zbyt twarde, warto dodać nieco więcej mleka.

Ciasto dobrze wyrabiamy na stolnicy, po czym odkładamy je do miski wysypanej mąką.
Przykrywamy ją ściereczką i odstawiamy ciasto w ciepłe miejsce do podwojenia objętości.

Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni.
W tym czasie wyrośnięte ciasto wykładamy ponownie na stolnicę.
Rozwałkowujemy je na grubość ok. 1,5cm.
Dżem wiśniowy rozsmarowujemy na całej powierzchni ciasta, po czym delikatnie zwijamy je w roladę.

Wierzch można posmarować żółtkiem rozmąconym z łyżką mleka.
Gotową struclę przekładamy na przygotowaną blaszkę i pieczemy w 180 stopniach przez około 40 minut.
(po stuknięciu w spód, powinna wydać \"pusty\" dźwięk)

Podajemy najlepiej na ciepło, posypaną cukrem z prawdziwą wanilią, z mlekiem lub białą kawą.
<3

środa, 5 lutego 2014

Focaccia z suszonymi pomidorami i czosnkiem






























Włoska bułeczka powstała z ciasta na pizzę.
Ponieważ podobno co region Włoch, to inny sposób na focaccię, postanowiłam nie przejmować się tym, że coś może nie pasować i zrobiłam ją po swojemu, inspirując się tylko znalezionymi przepisami.
Wyszła pyszna i bardzo sycąca.
Kształt i danie pasują idealnie na przystawkę 14 lutego, ponieważ obecne święto zakochanych, czyli Walentynki, spokrewnione są ze starożymskimi obchodami Juno Februata, które było świętem czystości i płodności, czyli elementów, jakże w miłości ważnych. ;)

Na jedną foccacię dla ukochanego potrzeba:
  • 125g mąki pszennej (t. 450)
  • 10g drożdży świeżych
  • 60ml letniej wody wymieszanej z mlekiem
  • 2 łyżki oleju rzepakowego
  • suszone pomidory z oliwy
  • 1 duży ząbek czosnku
  • 1 łyżka oregano
  • 1 łyżka suszonej bazylii
  • 1 łyżeczka suszonego tymianku
  • szczypta soli
  • cukier do roztarcia drożdży


Drożdże kruszymy do miski i rozcieramy z połową łyżeczki cukru, następnie mieszamy je z letnim mlekiem wymieszanym z wodą.
Mąkę przesiewamy do miski, wlewamy do niej 2 łyżki oleju rzepakowego oraz drożdże z mlekiem.
Dodajemy szczyptę soli i wszystko razem zagniatamy.
Ciasto może być nieco luźniejsze, niż to oryginalne, z którego powstaje pizza; focaccia jest wtedy delikatniejsza.
Po dokładnym wyrobieniu ciasta odkładamy je do miski, przykrywamy ściereczką i odstawiamy do podwojenia objętości w ciepłym miejscu.
Jeśli mamy zamiar piec bułkę na kamieniu, w tym samym czasie oczywiście powinien się on już nagrzewać.
Jeśli pieczemy tradycyjnie, przygotowujemy blachę wyłożoną papierem do pieczenia i nagrzewamy piekarnik do 180 stopni.

Oregano, bazylię oraz tymianek mieszamy z oliwą z suszonych pomidorów do uzyskania konsystencji dość rzadkiej pasty.
Suszone pomidory kroimy w paseczki, a czosnek w cienkie plasterki.

Gdy ciasto wyrośnie, rozciągamy je w dłoniach w odpowiedni dla nas kształt.
Można pomóc sobie oczywiście wałkiem.
Ciasto smarujemy pastą ziołową i układamy na nim pokrojone pomidory oraz czosnek.

Gotową foccacię wkładamy na kamień lub blachę i pieczemy do lekkiego zrumienienia.
Walentynkowa kolacja we dwojePodajemy gorącą, polaną domową czosnkową oliwą.

niedziela, 8 grudnia 2013

Sześć makowców Babci Anielki


































Najlepsze, mięciutkie i słodkie - świąteczne makowce.
Nigdy nie jadłam lepszych i choć co roku udaję, że nie lubię tego ciasta, sama zjadam przynajmniej połowę rulonika.
Choć babcia robi je bez rodzynek, ja pokusiłam się (na prośbę męża) o dodanie ich do farszu.
Tak więc bożonarodzeniowy makowiec, na bogatości (bo chyba odrobinę przesadziłam z ilością farszu, ale co tam).
Właściwie sześć makowców.
<3

Przepis na 6 sporych makowców.

Ciasto:
  • 1kg mąki pszennej wrocławskiej
  • 250g masła
  • 5 jajek (L)
  • 200g cukru
  • 800ml kwaśnej śmietany 18%
  • 70g świeżych drożdży
  • łyżeczka soli
  • ew. kilka łyżek mleka
  • +1 jajko do smarowania


Farsz:
  • 700 - 800g niebieskiego maku
  • 300g cukru
  • olejek lub cukier migdałowy
  • 150g masła
  • 2 łyżki miodu
  • 1 całe jajko
  • 3 białka
  • ew. rodzynki, orzechy, według upodobania


            1.  (na dzień przed pieczeniem)

Mak zalewamy wodą tak, by został przykryty z nadwyżką i pozostawiamy na noc do namoczenia.

Kwaśną śmietanę (jeśli świeżo wyjęta z lodówki) podgrzewamy lekko w kąpieli wodnej do temperatury pokojowej.
Drożdże ucieramy z łyżką cukru, po czym łączymy ze śmietaną i odstawiamy na ok. pół godziny.
Masło rozpuszczamy w rondelku i pozostawiamy do ostygnięcia.
W tym czasie jajka ucieramy z resztą cukru.
W trakcie ucierania dodajemy na przemian przesianą mąkę oraz ostudzone masło i sól.
Następnie masę tę dobrze łączymy ze śmietanowo-drożdżowym zaczynem.
Całość dobrze zagniatamy, aż przestanie kleić się do rąk.
Jeśli jest zbyt twarde, posiłkujemy się dodaniem kilku łyżek letniego mleka.
Porządnie wyrobione ciasto przekładamy do glinianej miski i przykrywamy ją dość szczelnie folią spożywczą.
Naczynie z ciastem odstawiamy na noc do lodówki.

          2. (następnego dnia)

Mak przekładamy na czystą, lnianą ściereczkę i dobrze odciskamy.
Do maszynki do mielenia zakładamy drobne sitko ("do maku") i przepuszczamy przez nie mak przynajmniej dwa razy.
Ponieważ w swej magicznej kuchni takowego sitka nie posiadam ( i ręczną maszynkę, która ma ze 40 lat ;)), przemieliłam wszystko przez nieco grubsze, ale razy pięć... też działa. ;)
Przy ostatniej turze mielenia, do maszynki na przemian wkładamy mak i po trosze cukru, aż do jego wyczerpania.
Przekładamy wszystko do wysokiej miski i dodajemy jajko oraz miód i ewentualne bakalie (rodzynki należy namoczyć przynajmniej godzinę, u mnie były moczone w czerwonym, wytrawnym winie) oraz odrobinę olejku migdałowego lub łyżeczkę takowego cukru.
Białka ubijamy na sztywno i również łączymy z masą makową.
Na koniec dodajemy roztopione, wystudzone masło i wszystko razem bardzo dokładnie mieszamy.

Ciasto, które odpoczywało w nocy w lodówce, wyjmujemy na blat i dzielimy na 6 równych (lub chociaż w miarę równych ;)) części.
Każdą z nich wałkujemy na stolnicy w prostokąt o grubości około 5 milimetrów.
Smarujemy go wewnątrz roztrzepanym jajkiem i równomiernie, acz nie nazbyt grubo, nakładamy farsz.
Z każdej strony powinno pozostać po przynajmniej centymetrze czystego ciasta, bez farszu.
Wygładzamy makową powierzchnię i zawijamy ciasto w ciasny rulonik.
(można, ale nie trzeba zawinąć kawałek ciasta do wewnątrz, by końcówki były ślicznymi "piętkami").
Zawinięte ciasto układamy na papierze do pieczenia.
Jeśli ktoś lubi, by się świeciło, można posmarować wierzchy żółtkiem rozmąconym z łyżką mleka.
Ja jednak, jeśli planuję polać je lukrem, tego nie robię.
Zawijamy cały rulonik luźno w papier tak, by miało miejsce na rośnięcie i nie zawijamy końcówek pod spód (zdjęcie może wprowadzać w błąd, zrobiłam to odruchowo :/)
Odstawiamy ciasto na około pół godziny do ponownego podrośnięcia.
W tym czasie rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni.

Makowce układamy w nieznacznych, ale jednak odległościach od siebie i pieczemy około 45- 50 minut.
Studzimy na kratce i dzielimy się przysmakami z rodziną. :)




Wigilia 2013

piątek, 8 lutego 2013

Pączki!


Nie będę wprowadzać się na tego bloga jakimś patetycznym wstępem.. to tylko miejsce stworzone dla poszerzenia kulinarnej uciechy. :3

Mam to szczęście, że mogę pochwalić się rodzinnym, niezawodnym przepisem na pączki.
Dziś wyjątkowo zamierzam się nim podzielić.

Jako, że jestem mistrzem ciasta drożdżowego, nie miałam żadnego problemu i z pączkami; mogę więc być z siebie dumna.
Od dziecka miałam wyobrażenie, że to największe kulinarne dzieło, jakie kiedykolwiek, jeśli w ogóle, uda mi się uczynić.
Oczywiście byłam w błędzie.
Nie jest to twór najprostszy, ale bez przesady.
Trochę wprawy i będą puszyste i okrągłe, jak spod maszyny. :)


PĄCZKI (około 40 sztuk)


  • 1kg mąki (500)
  • 2 szklanki mleka
  • 8 jajek
  • cukier waniliowy
  • 5 dag drożdży
  • 2 łyżki stołowe spirytusu
  • 4 łyżki stołowe cukru
  • pół kostki masła (około 100g)
  • łyżeczka soli
  • marmolada
  • tłuszcz do smażenia (dobrze jest wymieszać olej ze smalcem)


Potrzebne będą również dwa spore garnki.
Jeden do gotowania na parze i jeden wypełniony do połowy tłuszczem.
Jeśli mamy siatkę do pary można ją oczywiście wykorzystać, jeśli nie - jak ja zakładamy czystą ściereczkę i oplatamy ją gumką, by nie zjeżdżała z garnka i stabilnie trzymała pączki.

Na początku nieco wcześniej dobrze jest wystawić potrzebne składniki z lodówki, by były w temperaturze pokojowej.
Jajka można wbić do miski, lekko roztrzepać widelcem, mleko już lekko podgrzać, to samo z margaryną lub masłem i pozostawić gotowe do użycia.

Z jednej szklanki mleka, łyżki cukru i kilku łyżek mąki robimy rozczyn.
Drożdże kruszymy do miski (dobrze, by nie była metalowa), zasypujemy cukrem, ucieramy.
Gdy ruszą, dolewamy letnie mleko i wsypujemy mąkę.

Dokładnie mieszamy i pozostawiamy w ciepłym miejscu, by podrosło.
Gdy rozczyn będzie gotowy, do dużej miski przesiewamy kilogram mąki i wlewamy do niej podkarmione drożdże. Dokładnie mieszamy.
Zaraz po rozczynie dolewamy po kolei jajka, drugą szklankę mleka, spirytus, cukier, cukier waniliowy, łyżeczkę soli i dokładnie mieszamy, na koniec dolewamy masło.
Ugniatamy do momentu, aż ciasto swobodnie zacznie odchodzić od rąk, po czym jeszcze około 10 minut.
Powinno być dość luźne.
Odstawiamy do wyrośnięcia w ciepłym miejscu; powinno podwoić swoją objętość.

Na przygotowanym do układania pączków blacie układamy element izolacji od zimnego stołu (ręcznik, ściereczkę..) i wykładamy papierem, który obsypujemy lekko mąką.

Gdy ciasto wyrośnie zaczynamy lepienie.

AaaAAAaaa! THE BLOB!
Mniej więcej taką ilość ciasta odrywamy
Układamy w rękach do jak najokrąglejszej postaci
Nadziewamy. Nie uznaję szprycowania drożdżówek.
Sklejamy i formujemy na okrągło



























"moczymy" w mące, by nie przykleiły się do papieru
 i spokojnie rosły



























Układamy niezbyt blisko siebie
i zostawiamy do wyrośnięcia
Układamy wyrośnięte kulki na parze i przykrywamy
szczelnie dopasowaną miseczką
Smażymy!

Wkładamy na rozgrzany wcześniej, lecz niezbyt gorący tłuszcz.
Smażymy przez moment do zbrązowienia z dwóch stron.


Efekt końcowy:

 Smacznego. :3
~Białagłowka
.