expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

Ostatnio dodane przepisy

Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Bramborové knedlíky s třešněmi




























Język czeski zawsze doprowadza mnie do łez, gdy go czytam (zapewne nie tylko mnie :D), ale całe szczęście tamtejsza kuchnia rekompensuje zakwasy od śmiechu. ;)
Od kilku już miesięcy miałam ochotę na knedle, parzybrodę i kulajdę.
Dziś u mnie najbardziej znany czeski przepis - przepyszne kluski ziemniaczane z owocami, które dają przedsmak lata.
Na resztę dań z listy oczywiście również przyjdzie pora. :)


  • 600g ugotowanych ziemniaków
  • mąka pszenna i ziemniaczana (ile się wgniecie)
  • 1 jajko
  • pół łyżeczki soli
  • 1 słoiczek wiśni z zalewy
  • 2 łyżki oleju rzepakowego


Ugotowane i wystudzone do temperatury pokojowej ziemniaki przeciskamy przez praskę, bądź mielimy przez maszynkę do mięsa.
Przekładamy je na stolnicę.
Robimy zagłębienie, w które wbijamy jedno jajko i wsypujemy sól.
Dobrze wyrabiamy, na bieżąco dodając mąkę pszenną i kilka łyżek ziemniaczanej.
Ciasto nie może być zbyt twarde, ale nie powinno kleić się do rąk.

Stolnicę posypujemy dość obficie mąką pszenną.
Odkrajamy połowę z ciasta i wałkujemy je na dowolną grubość.
U mnie to około pół centymetra, ponieważ nie lubię grubych klusków (wolę dać więcej nadzienia ;)).

Wykrawamy krążki, jak na pierogi (lub jeśli ktoś woli większe/mniejsze) i nakładamy po kilka wiśni z zalewy.
Swoje nieco przepłukałam w wodzie, by się nie zasłodzić.
Kluski dobrze zaklejamy i wrzucamy na osolony wrzątek z dwiema łyżkami oleju.

Od momentu wypłynięcia gotujemy je jeszcze około pięciu minut.
Podajemy ze śmietaną i cukrem pudrem lub jogurtem naturalnym.




niedziela, 5 stycznia 2014

Pełnoziarniste naleśniki ze szpinakiem zapiekane w sosie Mornay





































Jak wszyscy już zdążyli zauważyć, jestem ostatnio szpinakowa.
Po tych naleśnikach, mimo, że naprawdę pysznych, mam go chyba na jakiś czas dość. ;)
Są sycące, pyszne i zdrowe.
W sam raz na wolne, leniwe poniedziałki..., bo nie ma ich zbyt wiele. :)


na 4 duże naleśniki

Ciasto: 

  • 100g pełnoziarnistej mąki pszennej
  • 1 jajko
  • pół szklanki letniej wody
  • pół szklanki letniego mleka
  • szczypta soli


Farsz:


  • 650g mrożonego szpinaku
  • 100g sera z niebieską pleśnią bloose (Arla)
  • kilka suszonych pomidorów z oleju
  • 1 mała cebula
  • 3 spore ząbki czosnku
  • świeżo mielony pieprz
  • masło klarowane


Sos:

  • 1 szklanka mleka 3,2%
  • 3 ziarna ziela angielskiego 
  • pół szklanki tartego sera żółtego
  • 1 liść laurowy
  • 1 łyżka masła
  • 1,5 łyżki mąki pszennej
  • sól, pieprz, mielona gałka muszkatołowa


1.

Z mąki, wody, mleka i jajka ze szczyptą soli, robimy ciasto.
Wszystko razem dokładnie ubijamy trzepaczką i pozostawiamy do "wypoczęcia" na pół godziny.


2.

W rondelku umieszczamy szpinak i rozmrażamy go na niewielkim ogniu.
Odlewamy z niego wodę.

Czosnek przepuszczamy przez praskę i wrzucamy do szpinaku.
Ser bloose rozdrabniamy i łączymy ze szpinakiem do całkowitego rozpuszczenia.
Cebulę drobno siekamy i na dużej patelni szklimy na maśle, po czym dorzucamy do niej szpinak z czosnkiem i serem.
Suszone pomidory odsączamy z oliwy i kroimy w małą kostkę.
Te również dorzucam do szpinaku.
Wszystko razem dobrze mieszamy i przesmażamy jeszcze kilka minut.
Farszu nie solimy, ewentualnie odrobinę, ze względu na wyrazisty, słony smak sera.

W rondelku przez kilka minut podgrzewamy mleko z przyprawami.
Na patelni robimy zasmażkę z masła i mąki, po czym łączymy ją z mlekiem.
Całość zagotowujemy.
Dorzucamy starty ser i dobrze mieszamy.
Doprawiamy do smaku solą oraz świeżo mielonym pieprzem i odrobiną gałki.

3.

Kiedy ciasto odstoi, na dużej patelni smażymy niezbyt grube naleśniki.
Nakładamy na nie sporą ilość farszu i dokładnie zawijamy.
Przekładamy je do naczynia do zapiekania (np. z kamionki, jak u mnie) i zalewamy gotowym sosem.
Jeśli chcemy, można posypać całość jeszcze dowolną ilością żółtego sera.

Danie zapiekamy około 15 minut bez przykrycia, licząc od włożenia do nagrzanego już do 200 stopni piekarnika.
Podajemy na ciepło, na ogrzanych talerzach, z pomidorami koktajlowymi i bazylią, lub zwykłymi pomidorami i szczypiorkiem.










Pizza z kamienia po raz pierwszy


Zaraz po trzymaniu nowiuśkiego, wymarzonego kamienia, zabrałam się do zagniatania ciasta.
Muszę przyznać, że nie przypuszczałam, że po upieczeniu na nim pizzy będzie taka różnica w smaku.
Przede wszystkim, już gdy ciasto rośnie, kamień się nagrzewa, dzięki temu po ułożeniu na niej składników samo pieczenie zajmuje 5 minut!
Ciasto jest chrupiące, wręcz dla mnie idealne.
Zrobiłam tylko jeden błąd - ulepiłam zbyt duży placek, który przy nakładaniu na kamień okazał się być większy od niego... dlatego nieco się zniekształcił.
Nauczona doświadczeniem, następnym razem zrobię dwie mniejsze pizze i poeksperymentuję z zawijaniem sera w rogi. :)

CIASTO:

  • 250g mąki pszennej  t. 450
  • 15g świeżych drożdży
  • 2 łyżki oleju
  • 130ml mleka wymieszanego z wodą
  • szczypta soli
  • pół łyżeczki cukru do roztarcia z drożdżami


SOS:

  • sok pomidorowy/przecier z kartonika/pomidory z puszki
  • 2 łyżki koncentratu pomidorowego z ziołami
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 dymka
  • bazylia, oregano, pieprz cayenne, sól
  • 2 łyżki oleju


FARSZ:


  • domowa szynka wędzona
  • ananas
  • cebula
  • kukurydza z puszki
  • ser
  • suszone pomidory















1.

Przygotowujemy ciasto.
Mąkę przesiewamy do miski, robimy w niej zagłębienie.
Wlewamy do niego letnie mleko z wodą oraz olej.
Drożdże rozcieramy z cukrem i również wlewamy je do mąki.
Wsypujemy sól i zagniatamy gładkie ciasto.
Przy wlewaniu mleka warto zachować ostrożność.
Szklanki bywają różnej wielkości i zawsze podkreślam, by nie zapędzać się z wlewaniem dokładnej ilości z przepisu, by ciasto nie wyszło zbyt rzadkie.
Powinno być miękkie i sprężyste, nie przyklejać się do rąk.
Wyrobione ciasto odstawiamy, w misce przykrytej ściereczką, w ciepłe miejsce do podwojenia objętości.

2.
W tym czasie kamień wstawiamy na kratce na przedostatni poziom piekarnika, a ten rozgrzewamy przez 40 minut w najwyższej temperaturze, jaka jest możliwa (zwykle 270 stopni).

Robimy sos, którym będziemy smarować spód pizzy.
Na patelnię lub do rondelka wrzucamy dwie łyżki masła.
Wrzucamy do niego posiekaną cebulkę i szklimy ją.
Dorzucamy przeciśnięty przez praskę czosnek.
Podsmażamy kilka chwil, jednak niezbyt długo.
Zwiększamy temperaturę na patelni  i dokładamy koncentrat pomidorowy.
Zasmażamy wszystko razem kilka chwil dobrze mieszając.
Wlewamy sok pomidorowy lub przecier.
Niezbyt dużo, około pół, do 3/4 szklanki. Jeśli korzystamy z pomidorów z puszki, najlepiej wcześniej je zmiksować.
Dodajemy zioła według uznania.
Ja zawsze daję dużo suszonej bazylii, mniej oregano i sporo pieprzu cayenne.
Doprawiamy sos, by był odpowiednio słony.
Przesmażamy go do momentu, aż nieco zgęstnieje.

Wędlinę i suszone pomidory kroimy małą kostkę, kukurydzę i ananasa odsądzamy na sitku.
Cebule kroimy w niezbyt grube plastry lub półplastry/ piórka.

3.

Gdy ciasto podwoiło objętość rozwałkowujemy je na kształt koła, najlepiej na łopacie piekarniczej.
Ponieważ takiej nie mam, świetnie sprawdziła się mata sylikonowa.
Błędem było duże ciasto, nie samo wykorzystanie maty, z której odrobinę zjechała mi cała pizza. ;)
W ostatecznym rozrachunku jednak wszystko poszło dobrze.

Rozwałkowujemy ciasto na macie lub łopacie i smarujemy je sosem, pozostawiając ok. 2 centymetrów wolnego miejsca.

Układamy składniki, nie przesadzając jednak z ilością.
Na koniec posypujemy pizzę tartym serem i przenosimy ją delikatnie na gorący kamień.
Zamykamy piekarnik i pieczemy do zrumienienia brzegów, około 5-6 minut.
Wyjmujemy pizzę z pieca i zjadamy ze smakiem! :)

czwartek, 2 stycznia 2014

Współpraca z portalpszczelarski.pl

Przed nowym rokiem otrzymałam propozycję współpracy z portalem pszczelarskim, na którym można już również zapoznawać się z moimi przepisami z miodem.

Z tej okazji zapraszam do tej krótkiej, a jakże ważnej lektury.
:)

http://www.portalpszczelarski.pl/
.