piątek, 6 grudnia 2013
Konkurs tymbark
Muszę przyznać, że do tej pory ciężko mi uwierzyć.
Przejrzałam wygrane przepisy od dołu właściwie wyłącznie z ciekawości i ku memu zaskoczeniu, nie dość, że znalazłam siebie, to w dodatku na pierwszym miejscu!
Fakt, liczyłam na wygraną, ale (naprawdę) stolika śniadaniowego i zapasu tymbarków, a tu masz!
To jeden z piękniejszych prezentów na początek zimy, jaki mogłam sobie wymarzyć...
Właściwie, to nawet się wzruszyłam. ;)
Dziękuję!
Wygrany przepis: http://bialaglowka.blogspot.com/2013/11/sniadanie-na-100-penoziarnisty-omlet.html
poniedziałek, 2 grudnia 2013
Zakwas na barszcz
Nie ma prawdziwego barszczu bez buraczanego zakwasu.
Aczkolwiek nie tylko do tego, głównie świątecznego dania można go wykorzystać.
Kiedyś był to po prostu napój, którym z powodzeniem gaszono pragnienie.
Dobrze smakuje na zimno i na ciepło, a przede wszystkim jest bardzo zdrowy i okropnie tani. <3
- 1kg czerwonych buraków
- 3 duże ząbki polskiego czosnku
- 1 stołowa łyżka soli
- 1 płaska łyżeczka cukru
- 1,5 litra przegotowanej wody
Buraczki obieramy cienko ze skórki i kroimy dowolnie, przy czym dość drobno.
U mnie były to cienkie plasterki, lub przy większych warzywach, półplasterki.
Czosnek obieramy i kroimy w grubsze plastry.
Wodę zagotowujemy z cukrem i solą i ostawiamy do wystygnięcia.
Buraki i czosnek wrzucamy do dużego słoika i zalewamy wystudzoną wodą.
Potrząsamy słojem, by wszystko się wymieszało i przykrywamy go czystą, lnianą ściereczką, po czym pozostawiamy na przynajmniej tydzień w ciepłym miejscu.
Po kilku dniach na powierzchni powinna pojawić się biała piana, którą zbieramy łyżką.
Gotowy zakwas przelewamy do szczelnych, szklanych butelek i przechowujemy w lodówce nawet do kilku miesięcy, jednak gwarantuję, że nie wytrzyma. :)
Zapomniane ozdoby świąteczne cz. I - podłaźniczka
A teraz kilka ciekawostek związanych z obchodami Świąt Bożego Narodzenia.
Na początek trochę zdjęć i informacji, jak wyglądały świąteczne dekoracje, zanim pojawiły się choinki, obecnie wyglądające bombki i łańcuchy.
Zanim Niemcy przywieźli nam podczas zaborów zwyczaj ubierania choinki, czyli całego drzewka iglastego, na wsiach i w miastach polskich panował obrządek dekorowania podłaźniczki.
Ta ozdoba, o dziwnie brzmiącej dziś dla nas nazwie, to nic innego, jak choinkowa prababcia.
Był to czubek drzewka, głównie świerku lub jodły, czy też po prostu pojedyncza gałązka, które podwieszało się pod sufitem, a następnie wraz z całą rodziną przystrajało.
Działo się tak jeszcze za czasów pogańskich w wieczór Szczodrych Godów.
Tak choinka, jak i jej przodek to symbol związany z pogańskim, ludowym kultem drzewka wiecznie zielonego, który bliżej dowodzi nam o tym, że przyroda nie umiera, a usypia, by przebudzić się na wiosnę ponownie.
Tradycyjne ozdoby, którymi przyozdabiano świąteczne drzewko, to między innymi zapomniane dziś niestety światy, o których później. ;)
Na początek trochę zdjęć i informacji, jak wyglądały świąteczne dekoracje, zanim pojawiły się choinki, obecnie wyglądające bombki i łańcuchy.
CZĘŚĆ I
PODŁAŹNICZKA
Zanim Niemcy przywieźli nam podczas zaborów zwyczaj ubierania choinki, czyli całego drzewka iglastego, na wsiach i w miastach polskich panował obrządek dekorowania podłaźniczki.
Ta ozdoba, o dziwnie brzmiącej dziś dla nas nazwie, to nic innego, jak choinkowa prababcia.
Był to czubek drzewka, głównie świerku lub jodły, czy też po prostu pojedyncza gałązka, które podwieszało się pod sufitem, a następnie wraz z całą rodziną przystrajało.
Działo się tak jeszcze za czasów pogańskich w wieczór Szczodrych Godów.
Tak choinka, jak i jej przodek to symbol związany z pogańskim, ludowym kultem drzewka wiecznie zielonego, który bliżej dowodzi nam o tym, że przyroda nie umiera, a usypia, by przebudzić się na wiosnę ponownie.
Tradycyjne ozdoby, którymi przyozdabiano świąteczne drzewko, to między innymi zapomniane dziś niestety światy, o których później. ;)
sobota, 30 listopada 2013
Proste ucierane ciasto + jak naprawić zważone ciasto lub krem
Dwa w jednym - na niespodziewanych gości i w razie niespodziewanego wypadku.
Bo nie wierzę, że każdy z nas, przynajmniej raz nie zepsuł kremu lub ciasta na bazie masła.
Mnie na przykład udało się to nawet dziś, a ciasto mimo wszystko wyszło pyszne. :3
- 300g mąki tortowej
- 250g masła lub margaryny
- 5 jajek (L)
- 2 torebki cukru wanilinowego, najlepiej jednak 50g waniliowego, domowego
- 200g cukru pudru
Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.
Masło oraz wszystkie rodzaje cukru ucieramy na puszystą, gładką masę.
W trakcie ucierania dodajemy po jednym jajku.
Po dodaniu każdego jajka ucieramy ciasto dokładnie, aż będzie jednolite, dopiero dodajemy następne.
Na masę maślaną wsypujemy przesianą mąkę i wszystko dobrze, acz delikatnie łączymy.
Gotowe ciasto wylewamy w przygotowaną niezbyt dużą tortownicę lub, jak u mnie, większą formę do babki i wstawiamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika.
Pieczemy ok. pół godziny, do 35 minut.
Studzimy na kratce i przed podaniem posypujemy cukrem pudrem.
JAK NAPRAWIĆ ZWAŻONĄ MASĘ:
Kiedy zauważymy, że z jakiego powodu masa nam się rozwarstwiła, należy po pierwsze przestać rozpaczać i chcieć wysyłać męża po kolejną porcję składników. ;)
Nastawiamy zamiast tego garnek do gotowania na parze, do którego wstawiamy miskę z maślanym kremem.
Dobrze mieszając, trzymamy na nim krem do momentu, aż masło połączy się znów w puszystą, jednolitą masę.
Kiedy będzie gotowe, dodajemy resztę składników, jak wcześniej.. tadam!
Naprawdę działa. ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






