expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

Ostatnio dodane przepisy

Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 października 2014

Tort Szwarcwaldzki





























Jeśli chcecie pomóc mi wygrać świetną nagrodę od Media Markt zapraszam na stronę konkursową CapoNation http://www.cuponation.pl/urodziny-cuponation-konkurs gdzie za pośrednictwem logowania do facebooka można zagłosować na mój przepis.
:) Konkurs trwa tylko do 13 października!

Przepis na ten tort inspirowany był tym znalezionym na blogu Moje Wypieki,
zrobiłam go jednak, jak to bywa nieco inaczej, tak więc tutaj zamieszczam przepis na moją wersję. :)
Żałuję, że u nas nie ma możliwości kupna śmietany 50%... dekoracja na pewno byłaby dużo łatwiejsza.
9 października skończyłam razem z nim 26 lat, goście się zajadali, a ja choć cukiernik ze mnie wyjątkowo marny, byłam bardzo zadowolona z efektu.
Smak jest naprawdę niepowtarzalny. Polecam!

na 3 blaty ciasta:
  • 2 tabliczki gorzkiej czekolady 75% kakao lub więcej
  • 150g miękkiego masła
  • 150g cukru pudru
  • 7 jajek (M) 
  • 150g mąki, najlepiej tortowej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
na masę wiśniową i syrop:

  • 1kg mrożonych wiśni
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżeczka cukru z prawdziwą wanilią
  • 100 ml mocnej wiśniówki (wódki lub nalewki)
  • pół szklanki cukru pudru

do ozdobienia tortu:
  • 1l śmietany kremówki 30% (choć 36% będzie lepsza)
  • 4 łyżki cukru pudru
  • 4 śmietan-fixy
  • 10 sztuk wiśni 
  • pół tabliczki gorzkiej czekolady


Zanim przystąpimy do robienia ciasta, zajmujemy się mrożonymi wiśniami.
Wyjmujemy je z opakowania do miseczki i zasypujemy połową szklanki cukru pudru oraz zalewamy 50 mililitrami nalewki wiśniowej.
Owoce pozostawiamy do momentu, aż się rozmrożą i puszczą dużą ilość soku.
Można je co jakiś czas przemieszać.

Czekoladę roztapiamy w kąpieli wodnej, najlepiej w misce, w której będziemy przygotowywali całe ciasto.
Z jajek oddzielamy żółtka, a białka pozostawiamy w oddzielnej misce.
Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia.
Piekarnik nagrzewamy do 170 stopni, tortownicę o średnicy 24cm wykładamy papierem do pieczenia.

Do rozpuszczonej, jeszcze delikatnie ciepłej czekolady, wkładamy miękkie masło i miksujemy razem do uzyskania gładkiej konsystencji.
Do masy czekoladowej wlewamy żółtka, a w trakcie dalszego miksowania dodajemy także cukier puder.
Mąkę przesianą z proszkiem dodajemy do masy porcjami, delikatnie miksując na niskich obrotach.
Białka ubijamy na sztywno ze szczyptą soli i wprowadzamy do masy czekoladowej uważając, by zachowała puszystość.
1/3 masy wylewamy do tortownicy i pieczemy około 15 minut (zależy od piekarnika).
Spody są dość ciężkie i nie przypominają biszkoptu, a raczej brownie, co idealnie komponuje się z masą wiśniową.
Gdy ciasto będzie gotowe, odstawiamy je na kratce do wystudzenia.

Z wiśni, które powinny już rozmarznąć odsączamy na durszlaku sok (nie wylewać!).
Powinien być mocno słodki i dość gęsty, można więc rozrobić go ze szklanką wody i jeśli brakuje mu mocy, doprawić na przykład czystą wódką.
Syropu powinno być przynajmniej 350ml. Będziemy używać go do masy wiśniowej i nasączenia ciasta.

W garnuszku umieszczamy rozmrożone wiśnie, 2 łyżki mąki ziemniaczanej, około 200ml wspomnianego wyżej wiśniowego syropu oraz cukier z prawdziwą wanilią i pozostałą część nalewki wiśniowej.
Wszystko razem bardzo dokładnie mieszamy i na małym ogniu doprowadzamy do wrzenia.
Masa powinna mieć konsystencję kisielu.
Gdy będzie gotowa, pozostawiamy ją do wystudzenia.

Przestudzone blaty ciasta nasączamy pozostałym syropem wiśniowym.
Gdy będą gotowe, przystępujemy do przekładania tortu.
Na pierwszym z nich układamy połowę masy wiśniowej, a następnie 1/3 części ubitej ze śmietan-fixami i cukrem pudrem na sztywno śmietany kremówki.
Na wierzch układamy drugi nasączony blat i delikatnie dociskamy.
Na nim zaś układamy równomiernie drugą połowę masy wiśniowej i połowę pozostałej ilości śmietany.
Tort zamykamy ostatnim nasączonym blatem i dekorujemy pozostałą śmietaną, startą na tarce czekoladą oraz wiśniami.

Tort najlepiej wykonać dzień przed konsumpcją i odstawić na ten czas do lodówki, by śmietana dobrze stężała i nie rozpadał się przy krojeniu.
Osobiście preferuję tego typu ciasta urodzinowe, nie te z psującą smak masą cukrową na wierzchu, ale kto co woli. :)

Smacznego!


A Ty w jaki dzień świętuJESZ?

czwartek, 17 lipca 2014

Leivasupp - estońska zupa-deser z czerstwego chleba

Kuchenna Kontrrewolucya proponuje:


Po Rzeczypospolitey Rajd Kulinarny
czyli co się jada w Koronie, Litwie i wszej Rusi
albo "życzy acan nieco egzotyki?"

Mam zaszczyt zaprezentować szanownej gawiedzi nowy cykl wpisów, prezentujących jej ocenie rozmaitości kuchni wszystkich ziem, których tereny niegdyś wchodziły w skład Rzeczypospolitej - jednego z największych państw Europy. W naszym rajdzie od morza do morza, spróbujemy wszelkich mniej lub bardziej egzotycznych przysmaków, a zaczniemy od dalekich, północnych rubieży Rzeczypospolitej: województw dorpackiego i parnawskiego, zajmujących tereny dzisiejszej południowej... Estonii.
Pragnę zaznaczyć, że przepisy, mimo iż osadzone w tradycji regionalnej sięgającej wieki wstecz, są przepisami współczesnymi. ;)



Ów niewielki kraj i jego lud przez większą część swej historii miał przypadek znajdować się pod władzą różnych włodarzy - od Szweda, przez Niemca i Polaka, po Rusa. W Serenissimae Rzeczypospolitej Estowie długo się nie nabyli, bo tylko przez okres od 1582 roku, kiedy to po wojnie polsko-rosyjskiej car Iwan Groźny został zmuszony do zawarcia rozejmu, w wyniku którego ziemie te przypadły królowi Zygmuntowi III Wazie; do roku 1620 - kiedy owe tereny najechał Szwed (jednakże, formalnie województwa istniały do roku pańskiego 1660 - wówczas miał miejsce pokój w Oliwie, a jeszcze bardziej formalnie - aż do końca samej Rzeczypospolitej, czyli jej III rozbioru, gdyż aż do tej pory istniała ich administracja, wydawano przywileje i nominacje obejmujące całą hierarchię tamtejszych urzędów ziemskich). Nie mniej, po polskiej bytności w północnych Inflantach został pewien widoczny ślad. Nas natomiast interesować będzie kuchnia miejscowa, acz niekoniecznie ze stołu wojewody. Zatem, aby nie przedłużać - przed państwem słodka zupa z chleba - leivasupp!

Zdaję sobie sprawę, że propozycja takiego deseru brzmi ekscentrycznie.
Estończycy to naród kulinarnie, jak na moje podniebienie, dość dziwny.
Jednak niecodzienne podanie i składniki to jeden z powodów, dla których wybrałam właśnie ten przepis. ;)


































  • 400g czerstwego żytniego chleba (najlepiej czarnego, typu litewskiego)
  • 1,5l wody
  • 1 laska cynamonu
  • pół szklanki cukru
  • 3/4 szklanki rodzynek
  • 200ml  dobrego soku jabłkowego
  • mleko


Czerstwy chleb dzielimy na małe cząstki i zalewamy w garnku letnią wodą.
Czekamy, aż rozmięknie.
Gdy będzie już prawie płynny, garnek z miksturą stawiamy na małym ogniu i doprowadzamy do wrzenia.
Przy tej czynności należy uważać, ponieważ płyn ten bardzo łatwo się przypala.
Po zagotowaniu zmniejszamy płomień i gotujemy masę jeszcze około 3 minut.
W następnej fazie, zdejmujemy garnek z ognia i całość miksujemy blenderem na gładką masę lub przecieramy przez sito.
Chleb powinien mieć teraz konsystencję budyniu.
Do garnka z "chlebowym budyniem" wsypujemy cukier i zawartość dobrze mieszamy.
Dokładamy również laskę cynamonu oraz wrzucamy rodzynki.
Miksturę ponownie zagotowujemy i ciągle mieszając, trzymamy na niewielki ogniu przez kilka minut.
Po tym czasie wyławiamy z garnka cynamon.
Naszą chlebową "paćkę" zalewamy sokiem jabłkowym i dobrze mieszamy, by składniki się połączyły.
Zupa jest gotowa.
Podajemy ją przełożoną do małych miseczek, zalaną mlekiem w dowolnej ilości.
I proszę mi wierzyć - ta "zupa" jest naprawdę smaczna!
Choć zupą bym jej nie nazwała. ;)

Kilka stron proponuje, by gotową leivasupp odstawić w zimne miejsce na całą noc.
Będzie ona miała gęstszą konsystencję i można ją jeść w postaci puddingu.
Osobiście preferuję wersję na ciepło. ;)

















wtorek, 11 lutego 2014

Drożdżowa strucla z wiśniami

























  • 600 g mąki pszennej
  • 30 g świeżych drożdży
  • 100 ml letniego mleka
  • 90 g margaryny lub masła
  • 50 g cukru
  • 2 łyżeczki cukru pudru
  • 2 jajka
  • 300 g dżemu wiśniowego
  • 1 szczypta soli

Mąkę przesiewamy do miski ze szczyptą soli.
Margarynę lub masło roztapiamy i studzimy.
Jajka roztrzepujemy widelcem.
Drożdże rozcieramy z łyżką cukru po czym wlewamy je do mąki.
Dodajemy do niej także roztrzepane jajka oraz wystudzoną margarynę, jak również cukier oraz cukier waniliowy.
Wszystkie składniki dobrze razem mieszamy, w trakcie dodając letnie mleko.
Ciasto nie powinno być zbyt ścisłe, jeśli więc widzimy, że jest zbyt twarde, warto dodać nieco więcej mleka.

Ciasto dobrze wyrabiamy na stolnicy, po czym odkładamy je do miski wysypanej mąką.
Przykrywamy ją ściereczką i odstawiamy ciasto w ciepłe miejsce do podwojenia objętości.

Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni.
W tym czasie wyrośnięte ciasto wykładamy ponownie na stolnicę.
Rozwałkowujemy je na grubość ok. 1,5cm.
Dżem wiśniowy rozsmarowujemy na całej powierzchni ciasta, po czym delikatnie zwijamy je w roladę.

Wierzch można posmarować żółtkiem rozmąconym z łyżką mleka.
Gotową struclę przekładamy na przygotowaną blaszkę i pieczemy w 180 stopniach przez około 40 minut.
(po stuknięciu w spód, powinna wydać \"pusty\" dźwięk)

Podajemy najlepiej na ciepło, posypaną cukrem z prawdziwą wanilią, z mlekiem lub białą kawą.
<3

środa, 29 stycznia 2014

Chrupiące gofry lekko cytrynowe




Te gofry to smak mojego dzieciństwa.
Smażone na przywiezionej z ZSRR, niemal czterdziestoletniej gofrownicy.
Nawet dżem z malin ten sam, od babci.
Jak tu nie złapać notalagicznego nastroju...

  • 5 jajek
  • 450ml mleka
  • 400g mąki pszennej
  • 1 kostka margaryny lub masła (u mnie tym razem kasia maślany smak - jest świetna)
  • 1 op. cukru waniliowego zwykłej wielkości
  • 5 czubatych łyżek cukru kryształu
  • skórka otarta z jednej cytryny


Margarynę rozpuszczamy i studzimy do temperatury pokojowej.
Mąkę przesiewamy do miski i wbijamy jajka.
Wsypujemy cukier, cukier waniliowy oraz otartą skórkę z cytryny.
Mleko lekko podgrzewamy i również wlewamy do miski.
Wszystko razem dokładnie miksujemy, w trakcie dolewając rozpuszczoną margarynę.
Ciasto powinno mieć konsystencję kwaśnej śmietany.
Jeśli jest zbyt gęste, dolewamy letniego mleka, jeśli zbyt rzadkie, dosypujemy mąki.
Ciasto wylewamy na rozgrzaną gofrownicę, czy to elektryczną, czy tę jak patelnia, której używa się na kuchence.
Smażymy do zrumienienia i pożeramy z smakiem z dodatkiem bitej śmietany, dżemu, miodu...





niedziela, 8 grudnia 2013

Sześć makowców Babci Anielki


































Najlepsze, mięciutkie i słodkie - świąteczne makowce.
Nigdy nie jadłam lepszych i choć co roku udaję, że nie lubię tego ciasta, sama zjadam przynajmniej połowę rulonika.
Choć babcia robi je bez rodzynek, ja pokusiłam się (na prośbę męża) o dodanie ich do farszu.
Tak więc bożonarodzeniowy makowiec, na bogatości (bo chyba odrobinę przesadziłam z ilością farszu, ale co tam).
Właściwie sześć makowców.
<3

Przepis na 6 sporych makowców.

Ciasto:
  • 1kg mąki pszennej wrocławskiej
  • 250g masła
  • 5 jajek (L)
  • 200g cukru
  • 800ml kwaśnej śmietany 18%
  • 70g świeżych drożdży
  • łyżeczka soli
  • ew. kilka łyżek mleka
  • +1 jajko do smarowania


Farsz:
  • 700 - 800g niebieskiego maku
  • 300g cukru
  • olejek lub cukier migdałowy
  • 150g masła
  • 2 łyżki miodu
  • 1 całe jajko
  • 3 białka
  • ew. rodzynki, orzechy, według upodobania


            1.  (na dzień przed pieczeniem)

Mak zalewamy wodą tak, by został przykryty z nadwyżką i pozostawiamy na noc do namoczenia.

Kwaśną śmietanę (jeśli świeżo wyjęta z lodówki) podgrzewamy lekko w kąpieli wodnej do temperatury pokojowej.
Drożdże ucieramy z łyżką cukru, po czym łączymy ze śmietaną i odstawiamy na ok. pół godziny.
Masło rozpuszczamy w rondelku i pozostawiamy do ostygnięcia.
W tym czasie jajka ucieramy z resztą cukru.
W trakcie ucierania dodajemy na przemian przesianą mąkę oraz ostudzone masło i sól.
Następnie masę tę dobrze łączymy ze śmietanowo-drożdżowym zaczynem.
Całość dobrze zagniatamy, aż przestanie kleić się do rąk.
Jeśli jest zbyt twarde, posiłkujemy się dodaniem kilku łyżek letniego mleka.
Porządnie wyrobione ciasto przekładamy do glinianej miski i przykrywamy ją dość szczelnie folią spożywczą.
Naczynie z ciastem odstawiamy na noc do lodówki.

          2. (następnego dnia)

Mak przekładamy na czystą, lnianą ściereczkę i dobrze odciskamy.
Do maszynki do mielenia zakładamy drobne sitko ("do maku") i przepuszczamy przez nie mak przynajmniej dwa razy.
Ponieważ w swej magicznej kuchni takowego sitka nie posiadam ( i ręczną maszynkę, która ma ze 40 lat ;)), przemieliłam wszystko przez nieco grubsze, ale razy pięć... też działa. ;)
Przy ostatniej turze mielenia, do maszynki na przemian wkładamy mak i po trosze cukru, aż do jego wyczerpania.
Przekładamy wszystko do wysokiej miski i dodajemy jajko oraz miód i ewentualne bakalie (rodzynki należy namoczyć przynajmniej godzinę, u mnie były moczone w czerwonym, wytrawnym winie) oraz odrobinę olejku migdałowego lub łyżeczkę takowego cukru.
Białka ubijamy na sztywno i również łączymy z masą makową.
Na koniec dodajemy roztopione, wystudzone masło i wszystko razem bardzo dokładnie mieszamy.

Ciasto, które odpoczywało w nocy w lodówce, wyjmujemy na blat i dzielimy na 6 równych (lub chociaż w miarę równych ;)) części.
Każdą z nich wałkujemy na stolnicy w prostokąt o grubości około 5 milimetrów.
Smarujemy go wewnątrz roztrzepanym jajkiem i równomiernie, acz nie nazbyt grubo, nakładamy farsz.
Z każdej strony powinno pozostać po przynajmniej centymetrze czystego ciasta, bez farszu.
Wygładzamy makową powierzchnię i zawijamy ciasto w ciasny rulonik.
(można, ale nie trzeba zawinąć kawałek ciasta do wewnątrz, by końcówki były ślicznymi "piętkami").
Zawinięte ciasto układamy na papierze do pieczenia.
Jeśli ktoś lubi, by się świeciło, można posmarować wierzchy żółtkiem rozmąconym z łyżką mleka.
Ja jednak, jeśli planuję polać je lukrem, tego nie robię.
Zawijamy cały rulonik luźno w papier tak, by miało miejsce na rośnięcie i nie zawijamy końcówek pod spód (zdjęcie może wprowadzać w błąd, zrobiłam to odruchowo :/)
Odstawiamy ciasto na około pół godziny do ponownego podrośnięcia.
W tym czasie rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni.

Makowce układamy w nieznacznych, ale jednak odległościach od siebie i pieczemy około 45- 50 minut.
Studzimy na kratce i dzielimy się przysmakami z rodziną. :)




Wigilia 2013

sobota, 30 listopada 2013

Proste ucierane ciasto + jak naprawić zważone ciasto lub krem


Dwa w jednym - na niespodziewanych gości i w razie niespodziewanego wypadku.
Bo nie wierzę, że każdy z nas, przynajmniej raz nie zepsuł kremu lub ciasta na bazie masła.
Mnie na przykład udało się to nawet dziś, a ciasto mimo wszystko wyszło pyszne. :3




  • 300g mąki tortowej
  • 250g masła lub margaryny 
  • 5 jajek (L)
  • 2 torebki cukru wanilinowego, najlepiej jednak 50g waniliowego, domowego
  • 200g cukru pudru


Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.
Masło oraz wszystkie rodzaje cukru ucieramy na puszystą, gładką masę.
W trakcie ucierania dodajemy po jednym jajku.
Po dodaniu każdego jajka ucieramy ciasto dokładnie, aż będzie jednolite, dopiero dodajemy następne.
Na masę maślaną wsypujemy przesianą mąkę i wszystko dobrze, acz delikatnie łączymy.
Gotowe ciasto wylewamy w przygotowaną niezbyt dużą tortownicę lub, jak u mnie, większą formę do babki i wstawiamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika.
Pieczemy ok. pół godziny, do 35 minut.
Studzimy na kratce i przed podaniem posypujemy cukrem pudrem.

JAK NAPRAWIĆ ZWAŻONĄ MASĘ:
Kiedy zauważymy, że z jakiego powodu masa nam się rozwarstwiła, należy po pierwsze przestać rozpaczać i chcieć wysyłać męża po kolejną porcję składników. ;)
Nastawiamy zamiast tego garnek do gotowania na parze, do którego wstawiamy miskę z maślanym kremem.
Dobrze mieszając, trzymamy na nim krem do momentu, aż masło połączy się znów w puszystą, jednolitą masę.
Kiedy będzie gotowe, dodajemy resztę składników, jak wcześniej.. tadam!
Naprawdę działa. ;)

piątek, 15 listopada 2013

Śniadanie na 100%! Pełnoziarnisty omlet biszkoptowy z musem pomarańczowo-miodowo-kaki



































Czas na wyjątkowe śniadanie w kolorze pomarańczy.
Dawno nie robiłam żadnych dań tego typu i muszę przyznać, że tak za nimi tęskniłam, że... zjadłam podwójną porcję. ;_;
Omlet pełnoziarnisty, mus z owocem kaki i sok pomarańczowy... raj na dzień dobry!

(1 porcja)

  • 2 jajka
  • 2 łyżki pełnoziarnistej mąki
  • szczypta soli
  • klarowane masło do smażenia


mus:

  • 1 małe kaki
  • 1/4 szklanki soku pomarańczowego 100%
  • 2 łyżki płynnego miodu
  • biały pieprz (czubek łyżeczki)
  • szczypta mielonego kardamonu


1. Mus
Kaki obieramy ze skórki i kroimy w kostkę.
Wkładamy je do blendera, zalewamy miodem oraz sokiem pomarańczowym, dodajemy biały pieprz oraz kardamon i miksujemy całość na gładką masę.

2. Ciasto
Oddzielamy żółtka od białek.
Żółtka roztrzepujemy ze szczyptą soli, białka zaś ubijamy na sztywną pianę, po czym łączymy z żółtkami.
Dodajemy pełnoziarnistą mąkę i dobrze mieszamy.
Patelnię smarujemy klarowanym masłem, jednak omlet nie może w nim pływać, patelnia powinna być jedynie natłuszczona.
Ciasto wlewamy na rozgrzaną patelnię z masłem, po czym zmniejszamy ogień niemal do minimum i smażymy omlet z jednej strony około 3 minut.
Po tym czasie delikatnie przekładamy placek na drugą stronę i smażymy już nieco krócej.
Przekładamy go na talerz.


3. Finał
Gotowy omlet smarujemy musem, po czym zamykamy go i rozkoszujemy się smakiem połączonym z sokiem pomarańczowym tymbark. :)
Wersja dla łasuchów może zawierać również porcję bitej śmietany... ;)
Racuszki, placuszki, naleśniki, pancakes...


wtorek, 12 listopada 2013

Nalewka miodowo-imbirowa

































Prawdziwie jesienna, rozgrzewająca nalewka na poprawę humoru.
Jest prosta, jak drut, a jak żadna inna delikatnie i sympatycznie szczypie w język.
Miód i kilka innych dodatków sprawiają, ze to idealny trunek na odgonienie wszelkiego rodzaju choróbsk imających się nas w deszczową porę.
Polecam wszystkim, póki zbiory świeżego imbiru jeszcze są dostępne w sklepach. :)


  • 100g świeżego imbiru
  • 250g miodu, najlepiej lipowego
  • 500ml spirytusu 60% (lub mocniejszy)
  • 2 gwiazdki anyżu
  • kawałek kory cynamonu
  • skórka skrojona z połowy cytryny


Imbir obieramy i kroimy w niezbyt cienkie krążki (100g powinno być go już po obraniu).
Miód przelewamy do rondelka, wrzucamy do niego pokrojony imbir i całość na najmniejszym z możliwych palników, w minimalnej temperaturze podgrzewamy przez kilka minut.
Należy uważać, by mikstura nie zawrzała i nie zaczęły zbierać się szumowiny.
Najlepiej cały czas jej pilnować i mieszać.
Kiedy przestygnie, przelewamy ją do słoika i zalewamy spirytusem.
Dorzucamy cynamon, anyż oraz skórkę cytrynową pozbawioną albedo (ja ścieram je na tarce do ziemniaków, idzie szybko i dokładnie).
Przygotowany nalew odstawiamy na tydzień w ciemne miejsce.
Co jakiś czas warto wstrząsnąć słojem.
Po tym czasie naszą miksturę filtrujemy i odstawiamy w to samo miejsce, by cierpliwie odpoczywała około pół roku.

czwartek, 31 października 2013

Nalewka żurawinowa z wanilią



Jedna ze smaczniejszych, jakie udało mi się zrobić, zaraz po pigwówce.
Polecam czem prędzej, póki żurawina na horyzoncie!   :)


  • 600g owoców żurawiny
  • 500ml spirytusu 60%
  • 200ml czystej wódki
  • 180g cukru
  • 2 łyżki miodu
  • 1 laska wanilii


Żurawinę przemrażamy przez jedną dobę.
Następnie rozmrażamy ją, do czego można wykorzystać mój sposób.
Ułożyłam owoce na papierze do pieczenia na blasze i podpiekłam je w niezbyt wysokiej temperaturze w piekarniku, do momentu, aż popękały.
Następnie wszystkie, razem z sokiem, który zdążył się wydostać, przełożyłam do blendera i zmiksowałam.
(Poniżej nalewka z całymi owocami, jednak tylko na potrzeby zdjęcia; po nim wszystkie zostały zmiksowane. ;))
Owocową breję przelewamy do wysokiego, szklanego naczynia.
Wrzucamy do niej przekrojoną wzdłuż laskę wanilii, po czym zalewamy całość spirytusem i wódką.
Odstawiamy nalew w ciepłe (! tak, nalewki naciągają w cieple, dojrzewają zaś w miejscach chłodnych) miejsce na 10 dni, a każdego z nich rano i wieczorem potrząsamy słojem.
Po tym czasie zabieramy się do filtrowania.
W tym celu warto, jeśli nie mamy bibuły filtracyjnej, zakupić w aptece jałową gazę o wielkości jednego metra.
Tę złożyć na pół i wyłożyć cienką warstwą waty kosmetycznej.
Sposób sprawdzony i bezpieczny. Przez tę konstrukcję przelewamy spirytus z owocami i dobrze odciskamy.
Cukier i miód zalewamy jak najmniejszą ilością wody; tak, by dały radę się rozpuścić.
Gotując je tworzymy syrop. Gdy będzie gotowy, pozostawiamy go do wystudzenia, jednak nie całkowitego, by nie powrócił do postaci stałej. ;)
Powoli wlewamy go do nalewki i delikatnie mieszamy.
Gdy składniki się połączą, przelewamy nalewkę do butelki z ciemnego szkła i odstawiamy ją w chłodne, ciemne miejsce na minimum pól roku.
Z doświadczenia jednak wiem, że rok, to czas, po którym tak naprawdę dopiero taki nastaw doceni się najbardziej.
:)


piątek, 25 października 2013

Jesienny cwaniak korzenny

































Smoothie można tłumaczyć różnie, ale do tego wytworu idealnie pasuje właśnie cwaniak. :)
Jestem nim zachwycona, na pewno więc nie będzie to ostatni taki wymysł tej jesieni.


Składniki podane na około 4 porcje.

Jak to koktajl - nic prostszego.
Dynię zapiekamy do miękkości w piekarniku (w około 180 stopniach, pokrojoną na części).
Banany oraz kaki obieramy i kroimy na cząstki.
Z zapieczonej dyni wydrążamy miąższ i razem z kaki i bananem wrzucamy do blendera.
Imbir ścieramy na tarce o małych oczkach do uzyskania ilości łyżeczki od herbaty.
Wrzucamy go razem z połową łyżeczki cynamonu oraz kardamonu do owoców.
Wszystko zalewamy mlekiem i miksujemy do uzyskania gładkiej konsystencji.
Prawdziwie jesienny rarytas. :)















piątek, 4 października 2013

Proste wytrawne rogaliki drożdżowe z konfiturą wiśniową
































Muszę przyznać, że ciasto drożdżowe udało mi się zepsuć tylko jeden raz i to przez drożdże instant.
Niestety. Ostatnio ganiałam za świeżymy przez dwa osiedla i... nic.
Trochę mnie to rozdrażniło, bo już nastawiłam się na pieczenie drożdżowych rogalików i zmusiłam się do użycia kolejny raz tych suszonych.
Tym razem się udało. ;)
Miałam ochotę na coś słodkiego - niesłodkiego i takie też są moje rogaliki.



+ żółtko z łyżką mleka, do posmarowania rogalików przed pieczeniem

 Pół kostki margaryny rozpuszczamy i pozostawiamy do ostygnięcia.
Mąkę przesiewamy do miski. Wbijamy do niej jajka w temperaturze pokojowej i wsypujemy drożdże.
Mleko podgrzewamy tak, by było letnie i również wlewamy je do ciasta, zaś zaraz po nim dodajemy wystudzoną margarynę.
Jeśli z jakiegoś powodu ciasto jest zbyt rzadkie, należy podsypać je jeszcze mąką.
Całość wyrabiamy przez przynajmniej kilka minut, by nie kleiło się do rąk.
Jeśli nie mamy pewności, czy ciasto już jest gotowe do wyrastania, łatwo sprawdzić to, nacinając je.
Jeśli pojawiły się pęcherzyki powietrza, można odstawiać przykryte ściereczką do podwojenia objętości.
Drugim sposobem jest lekkie "wciśnięcie" palcem w ciasto.
Jeśli wraca ono do poprzedniego kształtu; odskakuje, znaczy, że jest już dobrze. :)
Po wyrośnięciu, ciasto dzielimy na dwie części i po kolei każdą rozwałkowujemy na grubość około 3 milimetrów.
W zależności od tego, jakiej wielkości chcemy mieć rogale, takie koło (np. od talerza) wykrawamy z rozwałkowanego ciasta, z którego z kolei tworzymy trójkąty.
Na każdy nakładamy odpowiednią (raczej niezbyt dużo, by nie uciekła) ilość konfitury (u mnie wiśniowa z krakowskiego kredensu - przepyszna, bo niesłodka) i zawijamy je zaczynając od zewnętrznej, szerszej strony.
Odstawiamy je ułożone na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, jeszcze na około pół godziny do ponownego podrośnięcia.
Gotowe rogaliki smarujemy żółtkiem roztrzepanym z mlekiem i pieczemy w 180 stopniach przez około 15-20 minut (chyba, że zrobiliśmy duże, wtedy do pół godziny, aż będą wydawały "pusty dźwięk od spodu) na środku piekarnika .

Najlepsze na jesienne wieczory do ciepłego mleka.
Na poprawę humoru. :)

czwartek, 3 października 2013

Dyniowe kluski kładzione na mleku - pierwszorzędne jesienne śniadanie







































Pożywne, zdrowe i łatwe śniadanie.
Rzadko zdarza mi się coś tak udanego na dzień dobry. ;)

  • 800g miąższu dyni
  • 3/4 szklanki mąki pszennej
  • 1 jajko
  • szczypta soli
  • mleko
  • szczypta mielonego kardamonu





Miąższ dyni tarkujemy na małych oczkach.
Jest to dość uciążliwe, ze względu na to, że dynię nie za bardzo da się obrać.
Ja traktuję ją więc sposobem - kroję ją na małe kawałki i ścieram każdy do momentu natrafienia na skórę i ten patent zawsze się sprawdza. ;)
Startą dynię przekładamy na lnianą ściereczkę i dokładnie odciskamy sok.
Odsączoną przekładamy do miski. Dodajemy jajko, szczyptę soli oraz kardamonu i mąkę.
Dobrze mieszamy. Jeśli ciasto jest zbyt rzadkie (powinno dać się dobrze formować, ale nie być ścisłe) można podsypać je większą ilością mąki.
Mleko zagotowujemy w garnuszku. Jego ilość powinna być odpowiednia do tego, jaką ilość klusków na raz będziemy gotować i ilu ludzi będzie danie konsumować. :)
Na tę ilość przygotowanego ciasta, potrzebny będzie przynajmniej 1 litr.
Do wrzącego mleka łyżką wkładamy kluski odpowiadającej nam wielkości i gotujemy do momentu wypłynięcia na powierzchnię, czyli od 5 dla małych do nawet 10 minut dla tych większych.
Można również ugotować je na wodzie i podawać z konfiturami i/lub śmietaną.
Smacznego! :)


poniedziałek, 23 września 2013

Chrupiące krokieciki jabłkowe z cynamonem


































Sezon jabłkowy jest podwójnie radosny.
Uwielbiam jesień, ponieważ ten czas zawsze skłania do refleksji... a również w tym czasie pojawiać się zaczynają najlepsze jabłkowe odmiany i pomysły na ich wykorzystanie.
Ah! Antonówki...




















Jabłka myjemy, obieramy i ścieramy na tarce do ziemniaków (jak na placki ziemniaczane).
Odciskamy z nich dokładnie sok i mieszamy z przesianą mąką pszenną oraz cukrem i cynamonem.
Jeśli ciasto jest zbyt rzadkie, warto podsypać je większą ilością mąki, by kotleciki nie rozleciały się przy smażeniu.
Formujemy z masy krokietowe ruloniki, obtaczamy w bułce tartej i smażymy do otrzymania złotego koloru.
Przepyszne z konfiturami malinowymi, śliwkowymi lub śmietaną.
:)

.