expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

Ostatnio dodane przepisy

Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 października 2015

Konfitura z żurawiny bez gotowania


Najprostszy sposób na konfiturę żurawinową do mięs. :)



  • 0,5kg żurawiny
  • 0,4kg cukru kryształu



Żurawinę po przepłukaniu wrzucamy do sporej miski.
Zasypujemy ją cukrem i opcjonalnie czekamy kilka chwil, aż owoce puszczą sok.
Następnie przy pomocy ustrojstwa do ucierania żółtek lub zwykłej łyżki zgniatamy żurawinę na miazgę.
Można także poświęcić jej kilka chwil więcej, by cukier dobrze się rozpuścił.
Voila! Gotowe. :)
Chwila relaksu przy ulubionym serialu i konfitura skończona.
Przekładamy ją do słoiczka i szczelnie zamykamy.






wtorek, 29 września 2015

Ocet jabłkowy

Mój ocet po roku leżakowania

Ocet jabłkowy jest o wiele droższy od spirytusowego, ale także sporo smaczniejszy.
Stosuje się go w czasie diet odchudzających, a przede wszystkim - dla zdrowia.
Dlaczego? Ponieważ między innymi ma on właściwości detoksykacyjne, pomaga więc odtruwać nasz organizm.
Robi się go niezwykle łatwo, a w sezonie jabłkowym, aż grzech by się za niego nie zabrać. ;)
W moim przepisie polecam użycie obierzyn jabłkowych i ogryzków, ponieważ był to akurat efekt uboczny mojej produkcji kwasu jabłkowego z Podlasia.
Do posłodzenia mikstury zdecydowanie polecam miód pszczeli, najlepiej lipowy.
Mój po roku leżakowania smakuje niemal jak ocet balsamiczny z wyższej półki i bardzo żałuję, że w tym roku wstawiłam go o wiele mniej...
;)

  • 1kg obierek i ogryzków z jabłek (najlepiej winnych, jak antonówki, o wiele gorzej sprawdzają się odmiany z "gąbczastym" miąższem)
  • 1l wody
  • 4 łyżeczki miodu naturalnego lipowego (jeśli jabłka są bardzo kwaśne, można dać łyżeczkę więcej)



Obierki  i ogryzki umieszczamy w wysokim, najlepiej 4 litrowym słoju.
(trzeba zostawić trochę miejsca na uniesienie się jabłek podczas fermentowania)
Wodę zagotowujemy z miodem i pozostawiamy do ostudzenia.
Wystudzoną, osłodzoną wodę wlewamy do słoja z resztkami jabłek, mieszamy drewnianą łyżką.
Słoik przykrywamy gazą/pieluchą tetrową i zabezpieczamy gumką recepturką.
Odstawiamy w ciemne miejsce na 4 tygodnie.
Kilka pierwszych dni pojawiać się będzie nalot i piana.
To dobra oznaka, dopóki nie ma śladów pleśni. 
Właśnie aby jej zapobiec, należy nasz przyszły ocet mieszać i to najlepiej codziennie (unikać kontaktu z metalem, wszystko mieszamy drewnianą łyżką!).
Po 4 tygodniach fermentacja powinna ustać.
Wtedy przecedzamy przez gazę i zlewamy miksturę octową do butelek.
Ja zawsze przelewam do 4 malutkich, po 200ml (takich po wódce), wtedy zużywam je szybko i mam pewność, że otwarty ocet nie straci swoich walorów zanim go zużyję.
Jeśli chodzi o warunki przechowywania, to nie potrzeba trzymać go w lodówce, ponieważ ocet, jak wiadomo sam w sobie jest konserwantem. Należy jednak trzymać go z dala od bezpośredniego źródła światła.
I cóż, ocet jak wino - im starszy - tym lepszy, co widać po kolorze i klarowności rocznego specyfiku.
Tak więc póki nie otworzymy kolejnych butelek od razu po zlaniu - warto dać mu nieco odpocząć. ;)



Piąty dzień fermentacji

środa, 23 września 2015

Powidła węgierkowe



Sezon śliwkowy w pełni.
Od suszenia, przez nalewki, do powideł mam już śliwek powyżej uszu...
Wśród pomysłów na wykorzystanie tych owoców są właśnie domowe powidła.
Pracy przy nich sporo, bo od mieszania szybko zrobią nam się odciski, ale smak jest tego wart.
  • śliwki węgierki
  • odrobina wody
  • ew. cukier (ja nie dodaję)
  • dużo cierpliwości i najlepiej garnek z grubym dnem


Śliwki po przepłukaniu pozbawiamy pestek.
Następnie wrzucamy je do garnka z kilkoma łyżkami wody (na 1kg wystarczą dwie łyżki) i stawiamy go na małym ogniu.
Teraz uzbrajamy się w cierpliwość i stale mieszając czekamy aż wszystkie śliwki rozpadną się na papkę.
Kwintesencja powideł to smak zawarty w skórkach, więc to im musimy poświęcić najwięcej uwagi.
Powidła są gotowe, gdy przy mieszaniu zawartość garnka przy dnie nie zleje się ze sobą.
Po przestudzeniu możemy delektować się ich smakiem właściwie od razu. :)




wtorek, 19 sierpnia 2014

Pomidorowe szaleństwo słoikowe! (3 warianty)



































Pomidory bardzo dobrej jakości po 1,50zł... grzechem byłoby nie przerobić ich na kilka słoiczków pyszności na zapas.
Osobiście uwielbiałam pomidory z puszki, dopóki nie spróbowałam przerobionych na tę samą modłę, domowych przetworów mojej siostry.
Zainspirowana jej piwniczką, w tym roku postanowiłam zrobić je po swojemu. :)
Są naprawdę wyjątkowe, wiemy co się w nich znajduje, są bez konserwantów, a przede wszystkim - są przepyszne i praktyczne.

Nie podaję konkretnych ilości pomidorów, ponieważ w przypadku tego przepisu nie ma to większego znaczenia.
Wszystko zależy od tego ile potrzebujemy zrobić - tyle przygotowujemy warzyw i słoików.
Reszta właściwie zrobi się sama. ;)

Uwaga!
Ja zjadam swoje przetwory bardzo szybko, więc ich nie pasteryzuję.
Jeśli zostawiacie je na zimę, koniecznie to zróbcie i bardzo dobrze zakręcajcie słoiki!

  • pomidory w odpowiedniej ilości
  • duży garnek
  • litrowe, wyparzone słoiki
  • sól, ulubione przyprawy


Przygotowanie warzyw:
W dużym garnku zagotowujemy wodę.
Pomidory nacinamy w kilku miejscach, by łatwiej schodziła z nich skórka.
Wrzucamy je do wrzątku i chwilę w nim trzymamy.
Zlewamy gorącą wodę, a warzywa zalewamy w garnku chłodną.
Pomidory obieramy ze skórki i odkładamy do miseczki.

WARIANT I - we własnym sosie 1

Połowę pomidorów odkładamy, drugą kroimy na ćwiartki i pozbawiamy zielonej części.
Pokrojone wrzucamy do garnka i zagotowujemy, czekamy aż większość dobrze się rozpadnie.
Doprawiamy je odpowiednią dla nas ilością soli i ewentualnie innych przypraw lub pozostawiamy w naturalnej postaci.
Dla lepszego efektu całość miksujemy blenderem.

Z pozostałych pomidorów wykrajamy ostrożnie zieloną część, pozostawiamy je jednak w całości.
W słoikach układamy po 3 pomidory, a te zalewamy gorącym sokiem, który przed chwilą zmiksowaliśmy.
Dokładnie zakręcamy słoik i odwracamy do góry dnem.

WARIANT II - we własnym sosie 2

Postępujemy tak samo, jak wyżej, z tym, że do słoików wkładamy pomidory pokrojone w cząstki.
Te zalewamy gorącym sokiem, zakręcamy i odstawiamy do góry dnem.

WARIANT 3 - domowy sok pomidorowy

Całość pomidorów pozbawiamy zielonej części, kroimy na ćwiartki i wrzucamy do garnka.
Posypujemy delikatnie solą i trzymamy na niezbyt dużym płomieniu, aż dobrze się rozpadną.
Doprawiamy je ziołami włoskimi lub tabasco/pieprzem cayenne lub jeszcze innymi, ulubionymi przyprawami.
Dobrze mieszamy, po czym miksujemy przy pomocy blendera.
Do wyparzonych słoików/buteleczek przelewamy gotowy, jeszcze gorący sok i porządnie je zakręcamy.
Odstawiamy do góry dnem i pozostawiamy do wystygnięcia, jak w poprzednich przypadkach.

TADAM!
Kocham pomidorowe, letnie szaleństwo... to chyba widać. ;)


Warzywa psiankowate 2014

niedziela, 17 sierpnia 2014

Sałatka z ogórków w zalewie octowo-miodowej na zimę



































Uwielbiam ją szczególnie w wykonaniu, oczywiście, mojej babci.
Do tej pory nie robiłam jej sama i muszę przyznać, że z zalewy jestem zadowolona na wskroś!
Sama wydedukowałam proporcje i tylko czekam, aż będę ją zjadać!
Zrobiłam na razie dwa słoiki w różnych wariacjach - z koperkiem i z marchewką.


nieduże ogórki gruntowe

zalewa na około dwa litrowe słoiki:


  • 700ml wody
  • pół szklanki octu spirytusowego
  • 6 łyżek miodu rzepakowego
  • 2 płaskie łyżki cukru
  • 2 płaskie łyżki soli
  • 4 łyżki oleju rzepakowego
  • płaska łyżeczka gorczycy


Z wody, octu, miodu oraz reszty przypraw robimy zalewę, którą następnie doprowadzamy do wrzenia.
Na koniec dolewamy do niej 4 łyżki oleju i mieszamy.
Ogórki obieramy i kroimy na cieniusieńkie plasterki.
Umieszczamy je w słoiku w dość dużej ilości, jednak nie upychamy i wypełniamy słoik zalewą.
Jak wspominałam - można do sałatki dodać startą na dużych oczkach/pokrajaną w paseczki świeżą marchewkę lub posiekany koperek (lub jedno i drugie).
Dodatki nie gryzą się z miodem, więc polecam wypróbować kilka opcji. :)

sobota, 16 sierpnia 2014

Marynowane cebulki


































Z ostatniego marynowania pomidorów zostało mi nieco zalewy.
I chociaż wystarczyło tylko na jeden maleńki słoiczek, dokładnie też tyle miałam akurat maleńkich cebulek. ^_^
Właściwie, to dobrze wszystko się złożyło, bo od kilku lat planowałam je zrobić, ale zawsze na myśl o obieraniu tych diabłów piekły mnie oczy.
Tym razem chodziło również o kwestię oszczędności, więc miałam okazję się przemóc.
Za to z tego przetworu bardzo, bardzo się cieszę, bo uwielbiam je chrupać.  :)

Proporcje zalewy są na około 2 litrowe słoiki, ponieważ wątpię, by ktoś tak, jak ja robił tak znikomą ilość jakichkolwiek przetworów. ;)
Dodałam do niej również, dla odmiany, odrobinę gorczycy.

  • mini cebulki, najlepiej dymki
  • 700ml wody
  • 250ml octu jabłkowego
  • 2 łyżki cukru kryształu
  • 1,5 łyżki soli gruboziarnistej
  • 4 ziela angielskie
  • 6 ziarenek pieprzu czarnego
  • 2 liście laurowe
  • płaska łyżeczka ziaren gorczycy

Do garnuszka wlewamy wodę, dorzucamy przyprawy.
Wszystko razem mieszamy i doprowadzamy do wrzenia.

W słoiczkach układamy, niezbyt ciasno, obrane cebulki.
Zalewamy je przestudzoną zalewą i dokładne zakręcamy słoik.
Gotowe - pasteryzujemy.
Na dno garnka kładziemy ściereczkę, a na niej ustawiamy słoiki.
Woda powinna przykryć je do około połowy wysokości.
Pod garnkiem zapalamy płomień i gotujemy wodę aż zawrze.
Wyjmujemy słoiki i odstawiamy do piwnicy, czy gdzie tam lubimy chować przetwory przed żarłokami. ;)

środa, 13 sierpnia 2014

Marynowane pomidory


Brrr, aż zrobiło mi się trochę... jesienniej. ;)
Kolejna odsłona, nieco rzadko spotykanych u nas przetworów pomidorowych.
Tym razem wylądowały one w zalewie z octu  jabłkowego i... zresztą zobaczcie sami. ;)
Proporcje zalewy podane są na dwa, 900 mililitrowe słoiki.


  • 6 sporych pomidorów lub 8 mniejszych (można również wykorzystać koktajlowe)
  • 2 średnie cebule
  • 2 duże ząbki czosnku


Zalewa:
  • 700ml wody
  • 3/4 szklanki octu jabłkowego
  • 2 łyżki cukru kryształu
  • 2 łyżki soli gruboziarnistej
  • 4 ziela angielskie
  • 6 ziarenek pieprzu czarnego
  • 2 liście laurowe


W garnuszku ze wszystkich składników robimy zalewę i całość razem zagotowujemy, po czym odstawiamy do lekkiego przestudzenia.
Pomidory po przepłukaniu kroimy w ósemki, cebulę obieramy i kroimy w grubsze piórka.
Czosnek obieramy z łupinki i kroimy w cienkie plasterki.

Na dnie słoika układamy kilka piórek cebuli, tak by zostało całe przykryte.
Dokładamy także połowę pokrojonego ząbka czosnku.
Na cebuli, w słoiku układamy warstwę ósemek pomidorowych (jak na zdjęciu), przy czym nie muszą one ciasno się ze sobą stykać.
Na pomidorach układamy kolejną warstwę cebuli, w takiej ilości, jak lubimy.
My lubimy dużo, więc proporcje podane są dla nas odpowiednie. ;)
Następnie kolejną warstwę pokrojonych pomidorów i tak postępujemy do wyczerpania zasobów.
Na wierzchu powinna wylądować warstwa cebuli oraz druga połowa ząbka czosnku.
Ostatnią fazą przed zamknięciem słoika jest oczywiście uzupełnienie go przygotowaną wcześniej, lekko ciepłą zalewą.
Pilnujemy, by w słoikach znalazło się po jednym tylko liściu laurowym i zielu, by nie popsuły smaku.
(u mnie jeden liść złamałam na połowę i rozdzieliłam w dwa różne miejsca słoika)
Słoik odwracamy do góry dnem i pozostawiamy  tak na noc.

Ja nie pasteryzuję tych przetworów, przez świadomość, że za chwilę i tak będą zjedzone.
Jeśli jednak Wy potrzebujecie to zrobić, pamiętajcie, by nie przedobrzyć - pomidory zmięknął i nie będą tak dobre, jak powinny.
Przetwory te najlepiej otworzyć po upływie miesiąca, wtedy smakują już dobrze, choć dłuższy czas nie powinien im zaszkodzić. :)








Warzywa psiankowate 2014

Kiszone pomidory!


Dziś coś wyglądającego wyjątkowo efektownie... kiszone pomidorki koktajlowe!
W  najbliższym czasie planuję też konserwowe. :)

Składniki podane na 1 litrowy słoik.
W przypadku większej ilości, analogicznie należy zwiększać proporcje. :)

  • 1 litowy słoik małych pomidorków koktajlowych
  • 1 duży baldach kopru
  • 2 nieduże kawałki łodygi kopru
  • 1 świeży, mały liść chrzanu
  • 3 cienkie paseczki korzenia chrzanu
  • 2 spore ząbki czosnku w łupinkach
  • 1 litr wrzątku
  • 2 łyżki gruboziarnistej soli
  • 1 łyżka cukru kryształu
  • 3 ziarenka czarnego pieprzu

Pomidorki pozbawiamy szypułek, jeśli takie mają i przełukujemy pod bieżącą wodą.
Litr wody zagotowujemy z 2 łyżkami soli i łyżką cukru.
Na dnie słoika układamy równomiernie połowę małego liścia chrzanu.
Na niego kładziemy połowę baldachu kopru i jeden kawałek łodygi.
Dajemy także 1 ząbek czosnku, 1 pasek korzenia chrzanu i ziarenka pieprzu.
Wszystkie pomidorki nakłuwamy w kilku miejscach wykałaczką, by nie popękały.
Wkładamy je do przygotowanego słoika.
Na wierzchu układamy ostatni pasek korzenia, drugi kawałek łodygi i pozostałą resztę baldachu kopru i drugi ząbek czosnku, a całość zakrywamy drugą połową liścia chrzanu.  Do słoika wlewamy gorącą zalewę z soli, wody i cukru, jednak niezbyt wysoko, by przy zasysaniu nic nie wyciekło. ;)
Słoik dobrze zakręcamy i stawiamy do góry dnem właśnie, by pokrywka się zassała.
Następnego dnia można słoik odwrócić.
Pomidorki będą najlepsze po upływie miesiąca.
Ponieważ będą bardzo delikatne nie nadają się do krojenia.
Najlepiej używać ich oddzielnie, jako dodatek do potraw lub jeść bezpośrednio ze słoika. ;)






Warzywa psiankowate 2014

wtorek, 12 listopada 2013

Nalewka miodowo-imbirowa

































Prawdziwie jesienna, rozgrzewająca nalewka na poprawę humoru.
Jest prosta, jak drut, a jak żadna inna delikatnie i sympatycznie szczypie w język.
Miód i kilka innych dodatków sprawiają, ze to idealny trunek na odgonienie wszelkiego rodzaju choróbsk imających się nas w deszczową porę.
Polecam wszystkim, póki zbiory świeżego imbiru jeszcze są dostępne w sklepach. :)


  • 100g świeżego imbiru
  • 250g miodu, najlepiej lipowego
  • 500ml spirytusu 60% (lub mocniejszy)
  • 2 gwiazdki anyżu
  • kawałek kory cynamonu
  • skórka skrojona z połowy cytryny


Imbir obieramy i kroimy w niezbyt cienkie krążki (100g powinno być go już po obraniu).
Miód przelewamy do rondelka, wrzucamy do niego pokrojony imbir i całość na najmniejszym z możliwych palników, w minimalnej temperaturze podgrzewamy przez kilka minut.
Należy uważać, by mikstura nie zawrzała i nie zaczęły zbierać się szumowiny.
Najlepiej cały czas jej pilnować i mieszać.
Kiedy przestygnie, przelewamy ją do słoika i zalewamy spirytusem.
Dorzucamy cynamon, anyż oraz skórkę cytrynową pozbawioną albedo (ja ścieram je na tarce do ziemniaków, idzie szybko i dokładnie).
Przygotowany nalew odstawiamy na tydzień w ciemne miejsce.
Co jakiś czas warto wstrząsnąć słojem.
Po tym czasie naszą miksturę filtrujemy i odstawiamy w to samo miejsce, by cierpliwie odpoczywała około pół roku.

piątek, 8 listopada 2013

Domowy cydr z polskich antonówek




Cydr, jabłecznik, kwas jabłkowy.
Niskoalkoholowy, gazowany napój, powstały z naturalnej fermentacji owocowej.
Przywędrował najpewniej od Celtów, jednak w Polsce jest to trunek wciąż chyba niezbyt popularny.
Mętny, przejrzysty, słodki, czy wytrawny - tworzyć można kilka wariantów, a każdy jest świetny na swój sposób.
Niewielka zawartość alkoholu pozwala na spokojne picie go w dużych ilościach, bez strachu o ból głowy. ;) Bardzo ciekawa alternatywa dla ludzi nie przepadających za piwem.


W Polsce sprzedaż cydru jest raczej nieopłacalna ze względu na wysokie opodatkowanie.
Dlatego serdecznie zachęcam do wypróbowania mojego przepisu na ten świetny napitek i cieszenia się jego smakiem w domowym zaciszu.
Wychodzi naprawdę rewelacyjny! :)




  • 2,5kg winnych jabłek (najlepiej właśnie antonówek)
  • 2,5l źródlanej wody (nie z kranu)
  • 30g świeżego imbiru (należy unikać suszonego, jest bez smaku)
  • połowa sporej cytryny
  • 300g cukru (jeśli chcemy uzyskać napój o średniej słodkości)



1. Jabłka dokładnie myjemy.
Kroimy je na ósemki i razem ze skórką i gniazdami nasiennymi, za to bez ogonków, przepuszczamy przez maszynkę do mielenia mięsa.
Taką miazgę umieszczamy w dużym słoiku.
Jabłka nie powinny zajmować w naczyniu więcej, niż połowę litrażu, ze względu na to, że w trakcie fermentacji masa "rośnie" i w pewnym momencie może się okazać, że chce uciec. ;)
Mus jabłkowy zalewamy 600ml wody i dobrze mieszamy.
Odstawiamy przykryty ściereczką lub gazą na tydzień.
Przez ten czas, przynajmniej raz dziennie należy mus dobrze przemieszać.

2. Po upłynięciu rzeczonego tygodnia zlewamy powstały płyn, a jabłka odciskamy i wyrzucamy.
Sporządzony moszcz łączymy z cukrem i mieszamy do jego rozpuszczenia, po czym wlewamy go z powrotem do dużego słoika.
W zależności od tego, ile soku udało nam się odcisnąć, tyle wody uzupełniamy, by uzyskać 2,5 litra całości.
Imbir ścieramy na drobnej tarce. To samo robimy ze skórką cytrynową i wrzucamy do wody z moszczem.
Z połowy cytryny wyciskamy sok i również wlewamy do słoika.
Wszystko dobrze mieszamy i zamykamy, jednak niezbyt szczelnie pokrywką.
Odstawiamy na 24 godziny do ponownego przefermentowania.

3. Po tym czasie płyn filtrujemy przez gazę wyłożona watą lub bibułę filtracyjną i przelewamy do szczelnych butelek.
Odstawiamy w ciemne miejsce na przynajmniej tydzień.

Po tym czasie napój nadaje się do picia, jednak oczywiście, im dłużej postoi, tym będzie lepszy.  ;)
Przy czym należy uważać, by się nie zepsuł.
Najbezpieczniejszy i odpowiedni czas, to miesiąc.
Jest to napój dość mocno gazowany i wbrew pozorom nie traci zawartości gazu zbyt szybko.
Dla mnie bomba.
I a propos... polecam nie zalewać butelek do pełna, ponieważ mogą wybuchać.

czwartek, 31 października 2013

Nalewka żurawinowa z wanilią



Jedna ze smaczniejszych, jakie udało mi się zrobić, zaraz po pigwówce.
Polecam czem prędzej, póki żurawina na horyzoncie!   :)


  • 600g owoców żurawiny
  • 500ml spirytusu 60%
  • 200ml czystej wódki
  • 180g cukru
  • 2 łyżki miodu
  • 1 laska wanilii


Żurawinę przemrażamy przez jedną dobę.
Następnie rozmrażamy ją, do czego można wykorzystać mój sposób.
Ułożyłam owoce na papierze do pieczenia na blasze i podpiekłam je w niezbyt wysokiej temperaturze w piekarniku, do momentu, aż popękały.
Następnie wszystkie, razem z sokiem, który zdążył się wydostać, przełożyłam do blendera i zmiksowałam.
(Poniżej nalewka z całymi owocami, jednak tylko na potrzeby zdjęcia; po nim wszystkie zostały zmiksowane. ;))
Owocową breję przelewamy do wysokiego, szklanego naczynia.
Wrzucamy do niej przekrojoną wzdłuż laskę wanilii, po czym zalewamy całość spirytusem i wódką.
Odstawiamy nalew w ciepłe (! tak, nalewki naciągają w cieple, dojrzewają zaś w miejscach chłodnych) miejsce na 10 dni, a każdego z nich rano i wieczorem potrząsamy słojem.
Po tym czasie zabieramy się do filtrowania.
W tym celu warto, jeśli nie mamy bibuły filtracyjnej, zakupić w aptece jałową gazę o wielkości jednego metra.
Tę złożyć na pół i wyłożyć cienką warstwą waty kosmetycznej.
Sposób sprawdzony i bezpieczny. Przez tę konstrukcję przelewamy spirytus z owocami i dobrze odciskamy.
Cukier i miód zalewamy jak najmniejszą ilością wody; tak, by dały radę się rozpuścić.
Gotując je tworzymy syrop. Gdy będzie gotowy, pozostawiamy go do wystudzenia, jednak nie całkowitego, by nie powrócił do postaci stałej. ;)
Powoli wlewamy go do nalewki i delikatnie mieszamy.
Gdy składniki się połączą, przelewamy nalewkę do butelki z ciemnego szkła i odstawiamy ją w chłodne, ciemne miejsce na minimum pól roku.
Z doświadczenia jednak wiem, że rok, to czas, po którym tak naprawdę dopiero taki nastaw doceni się najbardziej.
:)


poniedziałek, 9 września 2013

Ekspresowa nalewka miętowa

Ktoś ostatnio miał chętkę na kolejny przepis na nalewkę... chętnie służę pomocą.
Tym bardziej, że akurat ta konkretna, jest jedną z moich ulubionych z kilku względów.
Primo - jest naprawdę ekspresowa; na "przegryzienie się" spokojnie wystarcza jej miesiąc, secundo - jest prosta, jak drut, tertio - tania, jak barszcz i wreszcie quarto - jest PRZE-PYSZ-NA. ;)
Liście mięty siekamy i odmierzamy ich łyżkę stołową, po czym przesypujemy je do słoika i zalewamy spirytusem.
Mieszamy i odstawiamy na tydzień w ciemnym miejscu.
Po tym czasie alkohol przecedzamy i łączymy z wystudzonym syropem, który powstaje po zagotowaniu wody z cukrem.
Całość dokładnie mieszamy i odstawiamy w ciemne miejsce na miesiąc.

TYLKO MIESIĄC! :)

wtorek, 3 września 2013

Różanka - nalewka z płatków dzikiej róży


































Szybko, szybciej!
Czem prędzej, bo ostatni dzwonek na zbiór płatków tego niezwykle aromatycznego kwiatu.
A nalewka z nich to napój zdrowia i urody... przynajmniej takie sprawia wrażenie. ;)


  • 0,5 litra (łatwo zmierzyć w słoiku) płatków dzikiej róży
  • 0,5 litra miodu wielokwiatowego
  • 1 litr wody źródlanej
  • 0,5 litra spirytusu


Płatki po przepłukaniu na sicie, rozgniatamy w misce glinianej, bądź innym, niemetalowym naczyniu.
Następnie zalewamy je litrem wrzątku i odstawiamy do ostudzenia.
Przepuszczamy przez lnianą ściereczkę i odcedzony płyn doprowadzamy z miodem do wrzenia.
Odstawiamy do wystudzenia.
Po tym czasie mieszamy syrop różano-miodowy z alkoholem i żegnamy się z trunkiem, by postał w ciemnym miejscu przez pół roku...

To jedna z lepszych nalewek, jaką kiedykolwiek zrobiłam.
Żałuję tylko, że tak późno zebrałam płatki i nie mogłam zrobić większej ilości tego fantastycznego napoju.
Następnym razem na pewno nie popełnię tego błędu, bo już tęsknię za jej cudownym smakiem... <3

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Nalewka z aronii


















(za http://www.nalewka.info.pl)

O leczniczym działaniu aronii wiedzą chyba wszyscy. Nalewka z aronii pita z umiarem znakomicie wpływa na serce, pomaga na nadciśnienie, krążenie (zimne stopy i ręce) wzmocnienie naczyń krwionośnych, hemoroidy.
Aronia to znakomity antyoksydant, neutralizuje wolne rodniki, działa przeciwstarzeniowo.
Zawiera dużo antocyjanów, garbników, pektyn, witamin (C i P) oraz soli mineralnych (potas, żelazo, wapń, fosfor, jod, magnez)

Owoce Aronii zalecane są na:
  • uelastycznienie i zwiększenie przepustowości naczyń krwionośnych,
  • normalizację ciśnienia krwi
  • zmniejszenie cholesterolu
  • dotlenienie serca
  • przyrost czerwonych krwinek
  • zapobieganie żylakom, pękaniu naczynek
  • oczyszczenie limfy (detox)
  • na zimne stopy i ręce
  • w awitaminozie, anemii, białaczce
  • dla zwiększenia energii i sił witalnych


  • 1,5kg owoców aronii
  • 0,5kg cukru
  • 1l rozcieńczonego do 60% spirytusu


Owoce przygotowujemy - jeśli aronia była zbierana przed końcem października należy ją umyć, poobcinać gałązki i przemrozić w zamrażarce przez dwa dni.
Następnie przesypujemy je do dużego słoika i zalewamy alkoholem.
Pozostawiamy w ciemnym miejscu na około miesiąc.
Po tym czasie wszystko przecedzamy, a owoce przekładamy do wysokiego słoja i zasypujemy cukrem.
Alkohol zlany z aronii przelewamy do drugiego słoika lub szklanej, ciemnej butelki i szczelnie zamykamy, by spokojnie czekał na dodanie owocowego syropu cukrowego.
Aronię z cukrem pozostawiamy sobie na około dwa tygodnie.
Przez ten czas należy raz dziennie potrząsnąć naczyniem, by cukier dobrze się rozpuścił.
Syrop z owoców przelewamy przez bibułę filtracyjną (u mnie pielucha tetrowa złożona kilka razy) i dokładnie łączymy z alkoholem.
Taka nalewka przed konsumpcją powinna przegryzać się w ciemnym miejscu przez około pół roku (konieczne minimum).
Ciężko wytrzymać, ale naprawdę warto poczekać na rewelacyjne efekty.
:)

czwartek, 1 sierpnia 2013

Kiszone ogórki gruntowe

Wydawać by się mogło, że to żadna filozofia.
Okazuje się jednak, że kiszone ogórki bardzo łatwo jest zepsuć.. (przekonałam się na własnej skórze.. ;) )
Toteż zamieszczam tutaj ten sprawdzony  przepis.
Jednak nie ma to, jak babcia Anielka i jej niezastąpione porady kulinarne.

W zależności od tego, ile słoików chcemy zrobić, tyle przygotowujemy niewielkich ogórków gruntowych.
Potrzebować będziemy również korzenia chrzanu (najlepiej świeżo wykopanego) oraz kilku ząbków czosnku (przypada jeden na litrowy słoik), paru gałązek kopru lub same jego baldachy, przegotowaną wodę, kilka łyżek stołowych grubej (choć niekoniecznie) soli kuchennej.Warzywa dokładnie myjemy i segregujemy.
Przygotowujemy kilka litrowych słoików z dobrze pasującymi pokrywkami (to ważne!).
Do każdego wkładamy na dno pół ząbka czosnku, złożoną kilka razy łodygę kopru (lub jeden duży baldach) i około czterocentymetrowej długości i centymetrowej szerokości pasek chrzanu.
W sezonie letnim, gdy ogórki zamierzamy zjeść na bieżąco, korzeń warto zastąpić liśćmi chrzanu, są wtedy jeszcze lepsze. :)
Na zimę jednak konieczny jest korzeń, który w przeciwieństwie do liści nie zepsuje się.
Ogórki wkładamy do słoika w hierarchii wielkości.
Większe pójdą na dno, mniejsze na górę.
Pierwszą warstwę dobrze układa się trzymając naczynie w pozycji poziomej.
Na niej układamy znów baldach kopru, liść/korzeń chrzanu i koper oraz drugą połowę ząbka czosnku.
Warstwę kolejną tworzymy z ogórków mniejszych.
Gdy wszystkie już zostały szczelnie poukładane, na wierzch każdej ostatniej warstwy, kładziemy po kawałku baldachu kwiatu kopru i takiej samej wielkości, jak poprzednio, plasterek korzenia/liść chrzanu.
Na litr wody przypada po dwie, lekko kopiaste łyżki soli.
Takim roztworem zalewamy przygotowane słoiki.
Jeśli chcemy, by ogórki były ukiszone szybko i chcemy zużyć je w przeciągu kilku tygodni, można wykorzystać do tego wodę gorącą.
Słoiki szczelnie zamykamy, każdy po kolei sprawdzając, czy nie przepuszcza wody i odstawiamy w ciemne miejsce.
Zielnik Kuchenny 2013

Najlepsze po upłynięciu dwóch tygodni. ;)

Moim skromnym zdaniem, to najlepszy przepis.
Nigdy i nigdzie nie jadłam lepszych ogórków, jak u babci.
.